Jeziora Plitwickie- zachwyt czy rozczarowanie?

W każdym przewodniku po Chorwacji i na każdej stronie typu "co zobaczyć w Chorwacji"- Jeziora Plitwickie zapewne ujęte będą jako punkt obowiązkowy! Malownicze krajobrazy, krasowe jeziora i liczne wodospady.
Park, który został doceniony przez UNESCO, wpisem na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego.

źródło

Ogólna opinia

W internecie znajdziecie bardzo bardzo wiele pochlebnych opinii o tym miejscu i nieustające zachwyty. Nad widokami, nad klimatem, nad organizacją i tak dalej...
Ja, oglądając przed wyjazdem zdjęcia, byłam pewna, że muszę tam pojechać, że chcę to wszystko zobaczyć na własne oczy!
Uwielbiam jeziora, uwielbiam długie wędrówki i tego typu miejsca.
Tak naprawdę, był to chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie punkt tego wyjazdu, bo morze też lubię, ale leżenie plackiem na plaży, to zdecydowanie nie dla mnie!

Bilety nie należą do najtańszych, jednak bez wahania postanowiliśmy zainwestować w zobaczenie takiego miejsca!


Moja opinia

Jakie były moje odczucia po całym dniu na szlaku? Przyznam szczerze, że byłam po prostu ROZCZAROWANA!
Nie twierdzę, że nie jest to piękne i niesamowite miejsce. Natura funduje nam w Plitwicach fascynujący spektakl, jednak po tym wszystkim, czego naczytałam się wcześniej w internecie, spodziewałam się czegoś więcej. Czegoś... co sprawi, że szczęka mi opadnie i z jednym wielkim WOOW będę szła dalej, chcąc jeszcze więcej. Tego nie było. Niestety!
Być może jakiś wpływa miała na to również kiepska na początku pogoda, jednak jakby nie było, w mojej opini jest to miejsce przyjemne, ale nie powaliło mnie na kolana.

Pewnie gdybym wcześniej nie była w Szwajcarii, to bym się zachwyciła, ale jeśli mam porównanie... to zdecydowanie bardziej wolę alpejskie krajobrazy, wśród których również są liczne wodospady, wąwozy, mnóstwo zieleni, a przy tym po prostu większy spokój. A kolor wody... cóż, na pewno nie dorównał temu w Szwajcarii!


Co mi nie pasowało

Najpierw zacznę może od strony czysto technicznej.
Mam świadomość, że Plitwice są bardzo obleganym turystycznie miejscem i naprawdę byliśmy tego świadomi przed wyjazdem, jednak tam to wszystko doszło do granic możliwości! Dobrze ponad godzina czekania w kolejce do kasy, przepychanie się, niemiłe docinki... mówię Wam- totalne szaleństwo! Wątpliwa przyjemność uczestniczenia w takim "przedstawieniu".

Do tego bilety sprzedawane w bodajże dwóch kasach. Fakt, że był to początek września, czyli według cennika, już po głównym szczycie sezonu, jednak jako, że Bawaria miała w tym okresie jeszcze ferie, to było mnóstwo niemieckich rodzin z dziećmi, sporo polaków, Rosjan, nie wspominając już o azjatyckich wycieczkach... jeśli to było "po szczycie", to ja nie chcę wiedzieć, co dzieje się tam w lipcu i sierpniu!!

Gdy w końcu udało nam się zakupić wejściówki, przeszliśmy do stacji kolejki, która miała podwieźć nas na dalszą część szlaku. I tutaj również zaczęły się przysłowiowe schody.
W parku oznaczonych jest kilka tras, o różnym poziomie trudności i przewidywanym czasie przejścia po danym szlaku. Niestety, przez tak długą kolejkę nie mogliśmy wybrać tej najdłuższej, ale chcieliśmy przejść taką średnią. Zrobiliśmy zdjęcie mapy i chcieliśmy ruszać.
Jak się okazało, pierwsze zamieszanie pojawiło się już przy przejeździe do drugiej stacji. Ponownie tłumy turystów, obsługa jakby trochę zagubiona. Nikt nie był nam w stanie powiedzieć, jak często będą odjeżdżały kolejki przy takim tłoku i jak duże one będą. Na szczęście w końcu się udało!

Po dotarciu na miejsce, podążając za znakami, które wskazywały nasz szlak ruszyliśmy w drogę. Na początku wszystko było OK, jednak już po chwili, okazało się, że przejście na trasie było zamknięte, obejścia tak naprawdę brak. Szybki powrót do miejsca wyjścia, jednak dopytywanie pani w informacji nie pomogło, bo ona była przekonana, że wszystko jest udostępnione.

Ruszyliśmy w końcu innym szlakiem, jednak po mniej więcej 2h drogi, na trasie spotkaliśmy równie zdezorientowaną parę z Polski, która szła z przeciwnej strony. My pokierowaliśmy ich, oni nas, jednak chyba nie tak to powinno wyglądać, prawda?


Co było fajne

Widoki oczywiście na plus. Natura faktycznie stworzyła tam spektakl przyjemny dla oka. Dodatkowo wielkość tego obszaru, poczucie olbrzymiej przestrzeni, do tego liczne jeziora i odbijająca się w nich zieleń drzew. To było przyjemne. 
Do tego, jak już wcześniej wspomniałam, trafiliśmy na bardzo wielu fajnych ludzi na szlaku, którzy nie dość, że pomocni, to jeszcze chociażby niejednokrotnie zatrzymywali się lub schylali, gdy np. robiłam zdjęcie.

Gdyby udało się bez problemu znaleźć jakiś spokojny szlak, gdzie nie idzie się gęsiego w tłumie, to myślę, że byłoby to idealne miejsce, do pobycia ze sobą sam na sam. Do ucieczki od betonowego świata.

Czy polecam?

Nie chcę Was zniechęcać do tego miejsca. Zupełnie nie o to mi chodziło!
Czy warto odwiedzić Plitwice? Warto! 
Nie nakręcajcie się jednak na coś spektakularnego w takim ogólnym ujęciu. Lepiej być pozytywnie zaskoczonym, niż się rozczarować.
Podejrzewam, że większości z Was się tam również spodoba, ale czy wyjdziecie oczarowani... przyznam szczerze, że nie wiem. Ja nie wyszłam. Niestety, jak na razie nie mogę przytakiwać innym i potwierdzać, że jest to raj na ziemi.

Myślę, że za kilka lat chciałabym tam jeszcze raz wrócić- tym razem jesienią, gdy zarówno kolorowe liście zamienią miejsce w bardziej magiczne, jak i również tłumy będą mniejsze.
Dam jeziorom jeszcze jedną szansę. Być może następnym razem odbiorę je inaczej. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś i ja będę zauroczona Plitwicami! ;)

Jak na razie, postawię jednak na miejsca wśród natury, które nie są aż tak bardzo oblężone. W miastach, aż tak bardzo nie przeszkadzają mi tłumy, chociaż też staram się ich unikać przy zwiedzaniu, jednak jeśli wybieram się "bliżej natury", to liczę na trochę więcej "ja i natura"!

Więcej o naszym spacerze po Plitwicach napiszę w następnym tygodniu. Już dzisiaj, zapraszam Was serdecznie na ten wpis. ;)
EDIT: Spacer po Plitwicach -> KLIK

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 1001Podróży , Blogger