Deszczowa Chorwacja- obrazki, których nie zobaczysz w katalogu biura podróży!

"Grunt żeby było ciepło, żeby były piękne widoki i duuuużo słońca"- takie były założenia na nasz ubiegłoroczny urlop. To wszystko mieliśmy mieć wręcz pewne nad Adriatykiem!

Przed wyjazdem nasłuchałam się, że latem w Chorwacji to w zasadzie nie pada, a jak już przychodzi jakiś deszcz, to chwila moment, 15 minut i wszystko mija- nawet nie ma sensu zwijać się z plaży. Będzie ciepło, będzie pewna pogoda, napływacie się w morzu, wyleżycie na plaży mówili. Tak miało być. Prawie idealnie! Ale los w tym przypadku zagrał nam trochę na nosach!


Walizki spakowane, w środku w zasadzie same typowo letnie rzeczy. W zanadrzu przygotowana jedynie przeciwdeszczowa kurtka (z myślą o Plitwicach oczywiście) oraz bluza i dłuższe spodnie na noc do auta.

Deszczowy poranek

Po drodze pogoda iście wakacyjna; cieplutko i słonecznie. W dniu przyjazdu, na miejscu było jeszcze fajnie, jednak następnego dnia rano obudziły nas... grzmoty i ulewny deszcz!

Niebo zaciągnięte czarnymi chmurami, "rozjaśniało się" tylko wraz z nadchodzącą kolejną białą smugą deszczu.




Wtedy wydawało się nam, że to pewnie na jeden dzień, jednak gdy następnego ranka sytuacja wyglądała identycznie, to już przeczuwałam, że będzie tak samo jak w naszych Beskidach. Jak już się naciągną te deszczowe chmury, to stoi to w miejscu i leje non stop przez kilka dni. 
Niestety ten scenariusz się sprawdził i "jeden dzień" trwał prawie tydzień!



Pogoda była tak paskudna, że nawet nie chciało się wychodzić. Do tego zrobiło się naprawdę zimno, część ludzi wychodzących m.in. na spacer z psem o poranku i wieczorami, miała na sobie grube (wcale nie letnie!) kurtki.

Miss mokrego podkoszulka i taniec w deszczu

Gdyby nie te przeszywające zimno, najchętniej wychodziłabym na zewnątrz w samym stroju kąpielowym, bo w ciągu tego tygodnia, zabawa w miss mokrego podkoszulka wychodziła mi idealnie... i regularnie. Taniec w deszczu również! ;D

Dodatkową atrakcją było bieganie na boso w strugach wody, przelewającej się przez wąskie chorwackie uliczki- przyznam szczerze, że wtedy całkowicie zapomniałam, że w teorii powinnam zachowywać się jak "dorosła poważna" i w sumie, to nieźle się bawiłam! A przy okazji naprawdę odpoczęłam od żakietów i szpilek. Pierwszy raz w życiu tańczyłam w deszczu, gdzieś poza plażą! ;p

Typowo filmowy obrazek: wracaliśmy z obiadu, w strugach deszczu, z mokrymi włosami, ubraniami przesiąkniętymi do ostatniej suchej nitki i butami w rękach. Żadne inne wakacje nie zapewniły nam jak dotąd podobnych wrażeń!

Wodnych wygłupów niestety uwiecznionych nie mam, ale pierwszy raz jak tak bardzo zmokłam się znalazł. ;)

Takich obrazków nie pokaże Wam żadne biuro podróży w swoim katalogu, ani nie znajdziecie ich wiele w internecie. Sama śmiałam się z siebie po powrocie, że dałam się nabrać na ten idylliczny obraz perfekcyjnych wakacji, a przy tym zapomniałam o czymś tak oczywistym jak... zwykły letni deszcz!



Nie ma tego złego!

Co Wy na taki urlop? ;p
Ja prawdę mówiąc na początku byłam najzwyczajniej w świecie zła i kilka razy nawet przysiadałam do pracy, bo poza laptopem i cienką książka nie zabrałam nic na zabicie czasu, jednak na szczęście miałam odpowiednią osobę która umiała mi to wybić z głowy, bo gdy emocje opadły i pomyślałam bardziej pozytywnie! Fajnie było pośmiać się z samych siebie moknąc w deszczu, fajne były te wygłupy w wodzie (tym razem tej prostu z nieba!)- bo nigdy nie ma tak źle, a lepiej może być zawsze!
Chociaż oczywiście w tym roku wolałabym jednak więcej słońca. ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 1001Podróży , Blogger