Obserwuj bloga przez email

Podsumowanie 2017 roku (cz. II)

2017 przeleciał w mgnieniu oka. Szczególnie ostatni kwartał tego roku uciekł wręcz niezauważony... tak bardzo, że miałam problemy z odróżnianiem poszczególnych dni, a w grudniu- zapewne po części przez taką dziwnie (nie)zimową pogodę- czułam się zupełnie jak w końcówce października.
Mimo, że wszystko tak szybko mijało, to wiele się działo i ogromną przyjemność sprawił mi powrót do tych wspomnień! Dopiero teraz, tak naprawdę uświadomiłam sobie, jak wiele przyniósł ten rok!
Więc jaka była ta druga połowa roku... ?

źródło

Sierpień


Sierpień, jak co roku rozpoczynają urodziny Taty.
Tym razem postanowiliśmy zorganizować przyjęcie niespodziankę.. i grilla nad jeziorem! Powiem Wam, że dawno nie bawiłam się tak dobrze w „powiększonym” rodzinnym gronie!

źródło

Kolejne dni, to bardzo trudny dla mnie okres. Pierw zdechł nam malutki kociaczek, a następnego dnia Dżeki, który towarzyszył nam od prawie 13 lat. 


Do dziś mam łzy w oczach, jak tylko sobie przypomnę tamte dni. Pomimo, ze to tylko zwierzęta, to człowiekowi najzwyczajniej w świecie ciężko się otrząsnąć.

W połowie miesiąca, po bardzo udanej wycieczce do Arboretum, zdecydowaliśmy się ponownie porwać moją Babcię… tym razem na dalszą wycieczkę!
Na cel obraliśmy Kurpie (jak pewnie już zauważyliście, mam wielką słabość do tego regionu, o czym zresztą pisałam już wcześniej )
Pierwszym przystankiem były Łyse. Chciałam pokazać moim towarzyszom Wielkanocne Palmy, co niestety się nie udało, bo kościół w którym są zgromadzone był zamknięty. ;/

Pojechaliśmy więc dalej, do Zagrody Kurpiowskiej w Kadzidle, o której wspominałam już wcześniej. Jako, że pogoda była zupełnie inna, także zwiedzanie się różniło. Po spacerze wśród starych chat, usiedliśmy i przekąsiliśmy tam kilka smakołyków, by móc ruszyć- tym razem już w nieznanym kierunku.
Na następny przystanek wybrałam Skansen w Nowogrodzie.


Znalezione w Internecie opinie nie powiedziały mi nic. Jedne były super. Same oh i ah. A inne, że nie warto, że jest brzydko i ogólnie be.
Zaryzykowaliśmy i cała nasza trójka była wręcz zachwycona! 
Co prawda nie czekaliśmy na zwiedzanie wnętrz chat, jednak zarówno budynki, jak i młyn, a przede wszystkim lokalizacja i widoki, których się doznaje, są już powodem dla którego warto tam zajechać! O zgubieniu w Łomży nie będę nawet wspominała!

W międzyczasie zapadła też decyzja o urlopie w Chorwacji. Spontaniczna decyzja. BARDZO SPONTANICZNA!
OK. Często wpadam bardzo spontanicznie na pomysły jednodniówek, bądź krótkich weekendowych wyjazdów, w zasadzie na kilka godzin przed takowymi, jednak raczej nie często porywam się z pomysłem wakacji na drugim końcu Europy, przejechania 1500km, w dodatku na wyjazd prawie 2 tygodniowy od tak. W zasadzie w kilka minut. Ostatni taki genialny pomysł, to była Szwajcaria… ponad 4 lata temu!

28 sierpnia ruszaliśmy już w naszą drogę do Chorwacji.


W tym też miesiącu zakochałam się w Austrii, w Wiedniu, w tych wszystkich krajobrazach, ludziach. W tym wszystkim, czego tam doświadczyłam.

źródło


I szkoda, że Austria była przed Chorwacją, bo już na miejscu ciężko mi było wybić sobie z głowy Austrię.
Przez tyle lat, bezapelacyjnie Szwajcaria była dla mnie na pierwszym miejscu.. i była w zasadzie nie do pobicia- przynajmniej tak mi się wydawało. Zresztą nie tylko wydawało, bo dzwoniąc do rodziców i opowiadając z tym całym zachwytem, tata w 5 sekund wyczuł, co się święci.
Po tym wyjeździe Austria, co najmniej dorównała Szwajcarii.. jak i nie przegoniła!

Wrzesień


Wrzesień zaczęłam w Chorwacji.
Przed wyjazdem wszyscy zapewniali „w Chorwacji nie pada”, a jednak. Padało. Konkretniej mówiąc LAŁO! 




Połowę pobytu spędziliśmy na kanapie w wynajmowanym mieszkaniu, a wyjście na obiad do restauracji skończyło się tym, że mogłabym startować do konkursu na miss mokrego podkoszulka ;)

Później było już odrobinę lepiej, chociaż bez rewelacji temperaturowych.
Trochę poleżeliśmy na plaży, trochę popływaliśmy, a wieczorami spacery.  
W takich okolicznościach stuknęła mi 20. 


Uczczona chorwackim piwem i świeżymi owocami, oraz owocami morza, stała się jakby bardziej przyjemna. W sumie to polubiłam się z nią już na początku roku. ;)
Po kilku dniach błogiego lenistwa powrót do domu. Słowenia przywitała nas taką ulewą, że na autostradzie ciężko było przekroczyć 50-60km/h, a na bocznych drogach, przejeżdżające z naprzeciwka tiry zalewały strugą wody CAŁY! nasz samochód. Znowu piękna Austria, która powitała nas słońcem od samego wyjazdu z tunelu i Czechy, przez które chciałam najszybciej jak to możliwe przejechać (tak, przekonałam się, że z czeskim, to ja się nie zaprzyjaźnię), a na koniec sentymentalny dla mnie Śląsk.
Prawie 26h w drodze, mnóstwo wspomnień i brutalny powrót do zimnej rzeczywistości! 


Październik- Listopad


Zarówno końcówka września, jak i październik oraz listopad, to już typowa dla mnie jesień.
Powrót do pracy, na uczelnię i do wszystkich obowiązków.  

źródło
Po leniwym wrześniu, koszmarem było powrócić do tej rutyny! Naprawdę, chyba jeszcze nigdy nie było mi tak ciężko wskoczyć w odpowiednie tryby, ale…


„Tam, gdzie nie ma walki, nie ma siły” ~Oprah Winfrey


Poza obowiązkami trochę powiało nudą, a ja skupiłam się głównie na wizytach u lekarzy i (w końcu!) zabrałam się za własne zdrowie, co wcześniej odwlekałam już do granic możliwości!
Dzięki temu jeszcze przed świętami miałam z grubsza załatwiony temat podstawowych badań. Uff! ;)

Jeszcze w listopadzie zajęłam się bardziej domowymi sprawami. Zrobiłam porządki w mniej uczęszczanych pomieszczeniach, wróciłam do wywoływania sterty zdjęć, która czekała w folderach (od wakacji ogarniałam nieruszone zdjęcia od 2005 roku!- na ten moment pozostał mi do wywołania 2016 i 2017 rok, więc jest naprawdę dobrze!), chodziłam ze znajomymi na kebaby i inne jakże niezdrowe fast foody, popijane jeszcze mniej zdrowym złotym trunkiem., co niestety jest u mnie baaaardzo ograniczone, ze względu na stałą rolę kierowcy! ;p  Ale liczy się nie co, a z kim! ;)

źródło
Na koniec warto wspomnieć, że znalazłam kilka nowych blogów, na które chętnie zaglądam.
(wszystkie znajdziecie po prawej stronie, w sekcji: "Moja lista blogów")

Grudzień


Grudzień, to jak wiadomo miesiąc świąt. W tym roku jednak ustaliliśmy… że nie robimy sobie prezentów!
Zawsze był z tym problem, bo po prostu albo nie ma czasu, albo ciężko jest znaleźć ten odpowiedni. Ostatecznie skończyło się na tym, że i tak zarówno ja zrobiłam małe podarunki rodzicom, K. oraz najbliższym przyjaciołom.. i oni mnie również obdarowali, więc żadne z nas nie dotrzymało tego postanowienia, co nie zmienia faktu, że podarowaliśmy sobie tylko drobne upominki, a nie tak jak to miało miejsce co roku- furę prezentów! 

źródło

Przy okazji zajęć, odwiedziliśmy też Gdańską Starówkę, wypiliśmy grzańca, ale przede wszystkim w końcu przełamałam swój strach i wyciszyłam lęk wysokości, dzięki czemu zdecydowałam się na przejażdżkę kołem widokowym AmberSky.
Było NIESAMOWICIE! Widoki nieziemskie. Miasto nocą- magia! Każdemu polecam taką atrakcję!






Jeśli miałabym wziąć pod uwagę nie wszystko co się wydarzyło, a to jak zmienił mnie ten rok, to chyba przede wszystkim przez ostatnie 12 miesięcy doznałam pewnego rodzaju przewartościowania- bardziej zaczęłam cieszyć się z małych rzeczy, starałam się też mniej przeżywać niepowodzenia i odjazdy.. a to naprawdę skutkuje!

Więcej uśmiechu = więcej energii do działania!

Ciężko jest słowami (tym bardziej krótko!) opisać to wszystko co się wydarzyło i zmieniło na przestrzeni tak sporego kawałka czasu. Część zdarzeń zostawiłam dla siebie, więc reszta jest trochę niespójna, ale grunt, by skutkowały one pozytywnie na przyszłość. Wszystko czegoś uczy- to dla mnie wielka nauka z tego roku.

Nie był to idealny czas. Wiele rzeczy, które sobie zaplanowałam- zawaliłam! Inne przeszły mi tuż obok nosa, ale czy tak naprawdę możliwe jest, aby było idealnie?
Jak zawsze chciałam więcej: więcej pracować, więcej się uczyć, więcej wyjeżdżać, więcej tutaj pisać, ale naprawdę nie mam prawa narzekać. Dobra jest za krótka, aby ogarnąć te wszystkie WIĘCEJ i do tego też zdecydowanie musiałam dojść, a przy okazji nauczyć się odpuszczać niektóre kwestie. Wszystko to, czego nie udało mi się spełnić, a na czym wciąż mi zależy przechodzi na ten nowy rok.

Mam kolejny 365 dni (no już zaraz 364), aby zawalczyć o to, co dla mnie ważne! 
A więc... zaczynamy! ;)

Mam nadzieję, że dla Was również ten rok był przynajmniej dobry. ;)

P.S. Kochani chciałabym życzyć Wam szczęśliwego Nowego Roku. Pełnego sukcesów na wszystkich możliwych polach, duuuużo zdrowia, uśmiechu, który codziennie będzie gościł na Waszych twarzach oraz po prostu spełnienia marzeń! Realizujcie swoje cele i nie czekajcie na lepszy moment- jeśli taki nadejdzie, zawsze możecie zrealizować swój cel raz jeszcze! ;)

P.S. No i nie udało mi się z publikacją tego postu jeszcze w 2017, wybaczcie! ;( Mam nadzieję, że mimo wszystko Nowy Rok, to nie jest zły moment. ;)
W tym miejscu zapraszam również do pierwszego podsumowującego wpisu  <KLIK>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 1001Podróży , Blogger