#Fotograficznie: Gdański Jarmark Bożonarodzeniowy i starówka po zmroku.

#Fotograficznie: Gdański Jarmark Bożonarodzeniowy i starówka po zmroku.

                Cześć! ;)
                W całej tej bieganinie postanowiłam zwolnić trochę tempo w pracy i skupić na przygotowaniu domu do świąt.. a w międzyczasie wrzucić tutaj kilka zdjęć.

                W sobotę wyskoczyłyśmy z koleżankami do Gdańska. 
Celem było upolowanie ostatnich świątecznych prezentów, „zwiedzanie straganów”, spacer po starówce (w nocnej odsłonie!) i oczywiście grzaniec…
Tak na prawdziwe rozpoczęcie świątecznego okresu!

                Na Bożonarodzeniowy Jarmark dotarłyśmy w okolicach 17. Było tam już pełno ludzi!

A to przy stoiskach z jedzeniem, a to z rękodziełem. Dzieci ślizgały się na mini lodowisku, a ci bardziej odważni wybrali koło widokowe. 
Też bardzo chciałyśmy wjechać na górę, ale jako, że jedna z nas niekoniecznie była do tego przekonana, to przełożyłyśmy na inną okazję- na pewno taka jeszcze nie raz się przytrafi!



Odkrywając Mazury: Wężówka i Gawliki Małe. Ucieczka w kierunku natury i niezakłóconego spokoju!

Odkrywając Mazury: Wężówka i Gawliki Małe. Ucieczka w kierunku natury i niezakłóconego spokoju!

            Cudowne, kręte Mazurskie drogi mnie naprawdę zaskoczyły! 
Uwielbiam szczególnie te szybsze trasy, ale zakręty mają swój urok- szczególnie, jeśli nawierzchnia jest wręcz idealna!
Dawno nie zapuszczałam się tak daleko na wschód kraju, więc byłam bardzo pozytywnie zaskoczona! Szczególnie, że po sezonie nie utkniemy w korku!

Przystanek w Bystrych <KLIK> pozwolił naładować się na dalszą drogę.
Mijały kilometry, aż do Wydmin. Tam kolejny postój i „zwiedzanie okolicy”, a później kierunek Wężówka.



Odkrywając Mazury: Październikowa pętla. Bystry, czyli okolice Giżycka.

Odkrywając Mazury: Październikowa pętla. Bystry, czyli okolice Giżycka.

            Uwielbiam lato, ale ciepła, słoneczna jesień to też przepiękna pora roku. 
Lasy barwiące się milionem kolorów, drzewa obsypane liśćmi we wszystkich odcieniach, poranne mgły nad jeziorami.. To ma swój niesamowity urok. (Nie to co teraz.. leje i leje!)
Gdzieś w oddali jeszcze ostatnie prace polowe i zapach zbieranych owoców, a może nawet ostatnie żaglówka na jednym z Mazurskich jezior?




16 lat edukacji to już przeszłość. Początek nowego roku szkolnego już nie dla mnie! ;)

16 lat edukacji to już przeszłość. Początek nowego roku szkolnego już nie dla mnie! ;)

Przedwczoraj dla kolejnych roczników rozpoczął się nowy rok szkolny... tak naprawdę dla mnie to już 3 rozpoczęcie w ciągu miesiąca, a na dodatek nie ostatnie!
Zapewne pomyślicie sobie jak to możliwe? A no możliwe!

Jako pierwsze- (oczywiście u mnie!) do szkoły wróciły dzieciaki w Hannoverze i Dolnej Saksoni- tam wakacje skończyły się już 3 sierpnia!! 
Tydzień później słuchałam płaczu w wykonaniu dzieci sąsiadów K., które wracały do szkół w Magdeburgu!
Ostatni koniec wakacji jakiego na pewno doświadczę to Bawaria i synek koleżanki. Tam zdaje się zostało im jeszcze 10 dni.
Dzisiaj  w Polsce obserwuję wielką niechęć przed powrotem... niestety, taka kolej rzeczy- każdy musi mieć swoje obowiązki!

źródło

Pamiątki ze Szczytna + kosztorys

Pamiątki ze Szczytna + kosztorys

      Jadąc do Szczytna nie planowałam przywozić nie wiadomo ilu pamiątek.
Liczyłam na pocztówkę i jeśli się uda również magnes.
Udało się, a ja jestem naprawdę zadowolona z wyboru, szczególnie że jest to mimo wszystko małe miasteczko!

W pamiątki zaopatrzyć możemy się na poczcie lub w księgarni- jak ja to zrobiłam.
Poczta znajduje się kilka metrów od dworca i raczej nikt nie będzie miał problemu z trafieniem tam.
Zadziwił mnie spory wybór widokówek, bo naprawdę na niektórych pocztach w Olsztynie nie ma takiego!
Ja wybrałam jedną z nich.


Szczycieńskie Pofajdoki- poznajmy je razem!

Szczycieńskie Pofajdoki- poznajmy je razem!

            Małe miasteczko- Szczytno. Myślę, że w ostatnim poście <KLIK> pokazałam Wam, że to naprawdę piękne, warte odwiedzenia miejsce!

Dzisiaj czas na coś.. nietypowego, gwarantującego trochę rozrywki zarówno dla dorosłych jak i dzieci, które mogą być znudzone „zwykłym zwiedzaniem”.

            Wrocław szczyci się swoimi krasnalami, Zielona Góra Bachusikami, a Szczytno… Pofajdokami!

Jakiś czas temu już o nich pisałam <KLIK>jednak tamten wyjazd był tam niezorganizowany, że nie udało się odkryć wszystkich.
Dzisiaj czas nadrobić zaległości.
Wyruszacie ze mną w poszukiwaniu szczycieńskich stworków?

mniała baba pofajdoka roz dwo trzi
wsadziła go na prosioka roz dwo trzi

Zapraszam!

            W przypadku, gdy przyjeżdżacie do Szczytna pociągiem lub busikiem albo po prostu postanowiliście zostawić auto na parkingu przy rynku, najlepiej jest na początku udać się pod Wyższą Szkołę Policji, gdzie czeka na nas 

Pofajdok POLICJANT strzegący bramy szkoły.


 
Szwajcaria: Berno- trochę więcej miasta

Szwajcaria: Berno- trochę więcej miasta

Witam Was serdecznie! ;)
Dzisiaj u mnie bardzo parny, słoneczny dzień.. ale jest fajnie. Jest lato, ma być ciepło! ;D
 
W dzisiejszym wpisie, chciałabym Wam pokazać- po raz ostatni- Szwajcarię.
Wracamy do stolicy. 





Szwajcaria: Lucerna- miasto z magicznym pierwiastkiem.

Szwajcaria: Lucerna- miasto z magicznym pierwiastkiem.

          Witajcie Kochani. Ilu wśród Was zaczyna dzisiaj wakacje? Ja chcąc skorzystać z okresu przed wakacyjnego wybrałam się jeszcze na trochę do Poznania. Jeśli chcecie to zapraszam na Instagram Tam dodaję więcej zdjęć. ;)
Tym czasem zapraszam Was jeszcze do Lucerny, powoli kończąc wpisy z ostatniej wizyty w Szwajcarii.




 
Szwajcaria: Rejs statkiem do Lucerny.

Szwajcaria: Rejs statkiem do Lucerny.

            Zjeżdżając z Rigi naszym celem był powrót do Lucerny. Idąc wśród luksusowych domów zastanawiałyśmy się jaki środek transportu wybrać. Mogłyśmy wybrać albo pociąg, albo statek albo autobus.
Ten ostatni ruszał za prawie godzinę, więc postawiłyśmy na rejs po jeziorze.



Podsumowanie wyjazdu do Trójmiasta: kosztorys i mapki.

Podsumowanie wyjazdu do Trójmiasta: kosztorys i mapki.

      Ostatnimi czasy wręcz zasypywałam Was relacjami z mojego wyjazdu do Trójmiasta- dzisiaj czas na podsumowanie tego jednego, jakże intensywnego dnia.

      Pokażę Wam ile on mnie kosztował, gdzie i ile czasu spędziłam, jak się przemieszczałam oraz spróbuję „przenieść na ekran” moje trasy.
Postaram się dodać też kilka praktycznych informacji, które być może pozwolą Wam zaoszczędzić trochę czasu i pieniędzy!
Zapraszam! ;)


Jak już pisałam do Trójmiasta tym razem zdecydowałam się jechać pociągiem.
Co prawda ta opcja od początku była problematyczna, mianowicie w Olsztynie w okolicach dworca w zasadzie NIE MA DARMOWEGO PARKINGU. 
Od poniedziałku do piątku, w godz. 8-16 (pt 8-15) jest on płatny i zostawienie auta na cały dzień zupełnie by się nie kalkulowało.
Pewnie pomyślicie dlaczego nie pojechałam samochodem.
Już szybko wyjaśniam. Zarówno ze względów finansowych jak i PRZEDE WSZYSTKIM dla oszczędzenia sił.. i czasu!
Koszty paliwa i oleju, który w autku wręcz mi wyparowuje... i ok. 6H za kółkiem, a do tego szukanie parkingu w Trójmieście.. ostatnio to przerabiałam. Tym razem wolałam wsiąść wygodnie w pociąg i się o nic nie martwić.. szczególnie po ponad tygodniu zakuwania non stop do matury!
Parkingu przy dworcu nie znalazłam.. nie przy głównym. Udało się natomiast w okolicach zachodniego, więc to stamtąd ruszyłam w drogę.

Za bilet zapłaciłam 25zł z groszami. 

Z Olsztyna wyjechałam o 6:14, a już 9:10 byłam na dworcu w Gdyni.
Przez większą część trasy miałam cały przedział dla siebie i podróż minęła mi naprawdę szybko, trochę się nawet zdrzemnęłam! ;)


Pamiątki z Trójmiasta- magnesy i pocztówki, czyli to co lubię najbardziej!

Pamiątki z Trójmiasta- magnesy i pocztówki, czyli to co lubię najbardziej!

      Pamiątki, pamiątki, pamiątki... uwielbiam je!
Mam świadomość, że często kupuję ich zbyt dużo, ale mijając kolejne straganiki oferujące przepiękne pocztówki czy magnesy czasami po prostu nie umiem się oprzeć.
Wydaje się, że przecież 80gr czy 1zł to nie jest wielki wydatek.. a później tak jakoś się zbiera.


Gdańsk w jeden dzień: Spacer brzegiem Motławy.

Gdańsk w jeden dzień: Spacer brzegiem Motławy.

            W upalny dzień najlepszym pomysłem na spędzenie dnia jest wypad nad morze lub nad jezioro. My jak już wiecie wybraliśmy morze, jednak popołudnie spędzaliśmy na Gdańskiej starówce. Zapraszam <TUTAJ>

Uwielbiam oglądać piękne kamieniczki, a w Gdańsku nawet po raz setny te same miejsca, bo mam wrażenie, że w zależności od pory roku w której się je odwiedza, zawsze uda się znaleźć tam coś nowego.
            Tym razem, w czasie takiego zwiedzania, postawiliśmy także na spokojny spacer brzegiem Motławy. 



Gdynia w jeden dzień: Skwer Kościuszki i Molo Południowe- cz. II

Gdynia w jeden dzień: Skwer Kościuszki i Molo Południowe- cz. II

            Jak Wam się podobało w Gdyni? Mam nadzieję, że podobało, bo dziś wracam jeszcze raz ze zdjęciami z tego miasta.

Nie będę się tutaj zbyt bardzo rozpisywała, bo coś tam opisałam już ostatnio <KLIK>, ale jako, że nie mogłam się zdecydować w wyborze zdjęć postanowiłam stworzyć oddzielny post na te które zostały, a chciałabym je Wam pokazać.

Mam nadzieję, że się Wam spodobają.
Nie przedłużając zapraszam do oglądania ;)



Akwarium Gdyńskie- trochę oceanu w zasięgu ręki. Czy warto?

Akwarium Gdyńskie- trochę oceanu w zasięgu ręki. Czy warto?

            Kochani. Na wstępnie chciałabym Was przeprosić za moją ostatnią nieobecność tutaj.
Nie chce się tłumaczyć. Matury, praca.. do tego zaplanowanie oraz sam wyjazd, którego cząstkę chciałabym Wam dzisiaj pokazać, pochłonęły sporą część mojego czasu.
A każdy przecież musi przynajmniej trochę spać i odpoczywać! ;)
            Ale przechodząc do rzeczy! We wtorek odwiedziłam.. TRÓJMIASTO!

Co prawda dawniej bywałam zarówno w Gdańsku jak i w Gdyni bardzo często, jednak ostatnio miałam dosyć długą przerwę, a szkoda, bo naprawdę uwielbiam te miasta!!

            Tym razem postawiłam na miejsca, które odwiedzałam rzadko, dawno temu albo wcale!
Tak powstała lista. Pierwszym jej punktem było Gdyńskie Akwarium!


Pocztówkowa podróż dookoła świata: Szwecja- Göteborg. #3  (POSTCROSSING)

Pocztówkowa podróż dookoła świata: Szwecja- Göteborg. #3 (POSTCROSSING)

            Uwielbiam Postcrossing i w miarę możliwości wysyłam tam kartki regularnie, jednak jak sami zauważacie- oczywiście Ci którzy korzystają, strona ta jest zdominowana przez Niemców, Rosjan, Holendrów, Francuzów i przynajmniej w moim odczuciu Czechów!

Jako, że Niemcy kochamto każda kolejna pocztówka z tego kraju wywołuje wielki uśmiech na mojej twarzy i pozwala mi poznać jeszcze lepiej miejsca, których dotąd nie odkryłam, jednak gdy dostaję 7 z kolei pocztówkę z Rosji (ostatnio tak mi się przytrafiło) to jest to oczywiście miłe, że ktoś się postarał, wybrał coś dla mnie, ładne widoki no i ogólnie wszystko ok, jednak chciałoby się coś nowego. Szczególnie, że jak wiecie mam swój cel. Jakiś nowy kraj, nieznany lub taki z którego pocztówki jeszcze nie otrzymałam. Na postcrossingu czasem ciężko z tą różnorodnością, jednak tym razem mi się udało! Tym samym muszę nadrabiać z pocztówkami, bo zbiera się ich sporo, a nie ma kiedy ich tutaj dodać. No nic. Może kiedyś w końcu się uda! ;)

W piątek 29 kwietnia, wracając z zakończenia wyciągnęłam ze swojej skrzynki (wraz z dwoma innymi przesyłkami) kartkę ze Szwecji!
Zobaczcie sami:


Szwajcaria: Rigi-Królowa Gór. Podróż do chmur.

Szwajcaria: Rigi-Królowa Gór. Podróż do chmur.

            Każdy dzień w Szwajcarii odkrywał dla mnie coś nowego, niesamowitego i wywoływał wielki uśmiech na mojej twarzy.
Każdy wyjazd, nowe miejsce, wszystko to co widziałam było magiczne, jednak jeśli miałabym wybrać to jedno jedyne miejsce, które wywarło na mnie największe wrażenie to była by to.. GÓRA- Rigi!



Pocztówkowa podróż dookoła świata: Wyspa Bożego Narodzenia #2

Pocztówkowa podróż dookoła świata: Wyspa Bożego Narodzenia #2

            Pocztówkowa Podróż Dookoła Świata rozkręca się na dobre.
W ubiegłym tygodniu otrzymałam cztery piękne kartki. 2 pochodziły z nowych dla mnie miejsc.
Pierwsza dotarła do mnie z… Wyspy Bożego Narodzenia!

            Napisałam maila, opisałam „sprawę”, trochę o sobie i już kilka godzin później otrzymałam wiadomość zwrotną, że chętnie wyślą mi takową widokówkę.
Nie czekałam na nią długo. Doszła po ok. 2 tygodniach.


#FOTOGRAFICZNIE: Wiosenne popołudnie na Warmii

#FOTOGRAFICZNIE: Wiosenne popołudnie na Warmii

Cześć! ;)

     Pogoda w ostatnich dniach nie rozpieszcza (przynajmniej u mnie).
Jest zimno, wieje, pada.. w poniedziałek jadąc autem, na mojej szybie pojawiło się nawet kilka płatków ŚNIEGU!
I nie. Wcale nie mieszkam w górach!!

     Ale nie o pogodzie dzisiaj chciałam Wam opowiadać.
Jako, że w ubiegłym tygodniu w zasadzie zakończyłam mój rok szkolny (jeszcze przez dwa dni nieoficjalnie, a wciąż ciężko mi w to uwierzyć. Myślę, że coś więcej napiszę o tym już niedługo), tak więc z nadmiaru wolnego czasu, w niedzielne popołudnie wybrałam się na spacer.
Zimowa kurtka była idealna na taką okazję! ;)

     Nie będę się dzisiaj tutaj zbytnio rozpisywać, bo nie ma zbytnio o czym.
Słońce zachodziło, na niebie przepiękne chmury... Uwielbiam takie klimaty!
Zazwyczaj jak już się wybieram na spacery to w okolicach zachodu słońca.

     Chciałam pokazać tutaj trochę więcej mojej okolicy i oto ziszczam to postanowienie!
Zresztą zobaczcie sami jak u mnie budzi się wiosna! Zostawiam Was z galerią z niedzieli. ;)



Berno z innej perspektywy- wieża widokowa

Berno z innej perspektywy- wieża widokowa

            Pierwszego dnia patrząc przez okno zaintrygowała mnie pewna wieża obstawiona rusztowaniami. Później, podczas spaceru po mieście byłam tuż pod nią i dowiedziałam się kilku faktów.
            Katedra ta jest największym kościołem w całej Szwajcarii i jest świątynią parafii protestanckiej- Evangelisch-reformierte Münstergemeinde.

Budowę świątyni rozpoczęto w 1421, a zakończono w 1893r,a poświęcono ją św. Wincentemu z Saragossy.

            Do najważniejszych architektonicznie elementów kościoła należą:
  • portal z 234 figurami z piaskowca, przedstawiającymi scenę Sądu Ostatecznego;
  • neogotycka wieża, mierząca 100,5 m, która jest najwyższą wieżą kościelną Szwajcarii;
  • 9 dzwonów, z których największy waży ok. 10 t;
  • późnogotyckie witraże wysokości 12 m;
  • organy pochodzące z 1726 roku;
  • 12 kaplic.
Nie wiem ile w tym prawdy, ale podobno nie ma roku w którym nie prowadzono by na niej jakichś prac.

      Uwielbiam punkty widokowe; przepiękne krajobrazy, ale również miasta widziane z zupełnie innej perspektywy to coś niezapomnianego, tak więc nie umiałam sobie odmówić i tego!


Berno- miasto niedźwiedzi!

Berno- miasto niedźwiedzi!

            Przełomowy dzień! Obudziłam się w trochę jakby nowej dla mnie rzeczywistości. Siostra w pracy, jej chłopak też, a na stole kartka, żebym poszła do sklepu, zrobiła sobie zakupy i zjadła coś dobrego.

Tak, taki był właśnie plan. Dwa dni na „aklimatyzację”, a potem trzeba było sobie radzić, co nie było łatwe biorąc pod uwagę, że po niemiecku umiałam powiedzieć jedynie „Danke” i „Guten Morgen”, a mój angielski był dukany- przynajmniej tak mi się wydawało.

            Był lekki strach, ale zdecydowanie nie paraliżował! To wszystko nie przeszkadzało temu by czuć się tam naprawdę jak w domu- u siebie! Wspaniałe uczucie!

            Zebrałam się i poszłam na zaplanowane zakupy. Już z samego rana w sklepie doznałam problemów z brakiem w mojej głowie niemieckich słówek, jednak bardzo pomocna Pani w Coopie wszystko jasno wyjaśniła mi po angielsku. Chyba nie umiecie sobie wyobrazić mojej miny, gdy po powrocie do domu uświadomiłam sobie, że naprawdę ja ją zrozumiałam!

Dzięki temu dostałam chyba takiego kopniaka i po pysznym śniadanku, uzbrojona w mapę i aparat ruszyłam na miasto.

            Tym razem postanowiłam nie korzystać z żadnych środków transportu, a postawiłam na własne nogi i spokojny spacer.

     Nie miałam napiętego planu zwiedzania, abym musiała oszczędzać każdą minutę, tak więc podreptałam w kierunku miejscowego zoo.

Jest to spory obszar z licznymi gatunkami- także tych dzikich leśnych zwierząt, a jako, że zagrody znajdują się w lesie czasami ciężko je zobaczyć. :( Można tam spędzić spory kawał czasu!

Niestety mój aparat nie był chętny do współpracy i niestety nie dawał możliwości zrobienia zbyt wyraźnych zdjęć, więc mogę Wam pokazać zaledwie kilka :)


Pocztówkowa podróż dookoła świata: Chorwacja- wyspa Brač. Plaża Zlatni Rat. #1

Pocztówkowa podróż dookoła świata: Chorwacja- wyspa Brač. Plaża Zlatni Rat. #1

     Pierwszy raz, kiedy zaczynałam myśleć o pocztówkowej podróży dookoła świata, zdawałam sobie sprawę, że zrealizować ten cel będzie wielkim wyzwaniem.

     Opowiedziałam o tym kilku osobom, jednak nie liczyłam na jakiś wielki odzew. Sama napisałam już kilka wiadomości w różne miejsca- do dzisiejszego dnia dostałam odpowiedź z dwóch z nich.
Do tego liczę także na postcrossing. 
Po maturach chciałabym rozejrzeć się tam za osobami do wymiany!

      Wczoraj w skrzynce czekała na mnie niesamowita niespodzianka!
Nie spodziewałam się nawet, że tylu znajomych stanie wręcz na głowie, by pomóc mi w spełnieniu tego marzenia!
Zanim zaczęłam sama działać coś więcej, w tym miesiącu dostałam już kilka pocztówek i chciałabym Wam dziś pokazać jedną z nich. 

Tą z wczoraj, która wyjątkowo mi się spodobała.


Szwajcaria: Kilka godzin w Lozannie.

Szwajcaria: Kilka godzin w Lozannie.

            Uwielbiam aktywne wakacje. Dawniej zupełnie nie przepadałam za leżeniem na plaży- nawet mnie to męczyło. Najlepiej, jeśli się dużo dzieje, a wracając z wycieczki marzy się o 3 rzeczach: prysznicu, przejrzeniu zdjęć i łóżku. Dokładnie w takiej kolejności!

            Tym razem było podobnie. Po spacerze wśród winnic byłam już naprawdę zmęczona. Długość trasy oraz temperatura dawały się we znaki, a na koniec szykowała się jeszcze jedna atrakcja- zwiedzanie miasta!


Szwajcaria: winnice w okolicach Lozanny.

Szwajcaria: winnice w okolicach Lozanny.

            Po górach w Aareschlucht i rejsie do Interlaken, w naszej kolejnej podróży postawiłyśmy na coś zupełnie odmiennego. Co prawda w zasięgu wzroku było ponownie wielkie jezioro, jednak to nie był nasz cel!
Tym razem wybrałyśmy się na wędrówkę wśród winnic.


Szwajcaria: Berno- Gurten Park

Szwajcaria: Berno- Gurten Park

            Stolica Szwajcarii niejednokrotnie mnie zachwycała i zdumiewała. 
Na każdym rogu kryje coś innego, wyjątkowego, z czym wcześniej się nie spotkałam. Jest to zdecydowanie wyjątkowe miasto- na dodatek tak blisko natury, więc celem mojej kolejnej wycieczki był Gurten Park!


Berno- szwajcarska stolica. Dzień 1

Berno- szwajcarska stolica. Dzień 1

            Berno- jak większość z Was wie, to stolica Szwajcarii. 
Miasto leży nad rzeką Aare dzielącą je na dwie części połączone mostami, co w efekcie zapewnia nam niesamowite widoki i charakterystyczny klimat. Dla mnie to również miasto… niedźwiadka, przez wszechobecne miśki ;)

            Według legendy założył je w 1191 roku książę Bertold V von Zähringen i nazwał je Bern (niem. Bär – niedźwiedź), gdyż zabił tam niedźwiedzia podczas polowania.

Dziś niedźwiedź znajduje się w miejskim herbie i jest maskotką miasta. 


Rok minął! Dziękuję.

Rok minął! Dziękuję.

            Czas leci nadspodziewanie szybko i nawet nie zauważyłam kiedy minął rok od czasu pierwszego posta na tej stronie.
Pomysł na założenie bloga był zarówno planowany jak i spontaniczny. Może zastanawiać jak, ale naprawdę tak właśnie było.

Jakiś czas wcześniej prowadziłam już swoją stronę- nastawioną w zasadzie tylko i wyłącznie na siatkówkę. Na początku się trzymałam, jednak po pewnym okresie zaczęło mnie nudzić pisanie wyników i składów oraz skrawka tego co widziało się w telewizji. Na więcej, poza ligowymi meczami u mnie w mieście nie było możliwości. Padały i pomysły i chęci. Krótkie przerwy stawały się coraz dłuższe, aż w efekcie całkowicie odstawiłam blogowanie.

            Przerwa coś tam dała i gdy w życiu zaczęło się dziać naprawdę dużo, a setki pomysłów uderzały do głowy to postanowiłam to gdzieś uwiecznić, żeby została jakaś „pamiątka na starość” po tym, co teraz robię.
Wspomnienia w mniejszym czy większym stopniu uciekają, a to co jest gdzieś zapisane zostaje już na stałe.


Szwajcaria: Wąwóz w Aareschlucht oraz wodospad Sherlocka Holmesa w Meiringen.

Szwajcaria: Wąwóz w Aareschlucht oraz wodospad Sherlocka Holmesa w Meiringen.

            Wspomnienia, cudowne wspomnienia tych pięknych dni w Szwajcarii. Jak ja uwielbiam do nich wracać!
            Kraj ten zauroczył mnie dosłownie tuż po przekroczeniu granicy, jednak gdy pierwszego dnia wybrałyśmy się na pierwszą wycieczkę to co zobaczyłam naprawdę przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
Piękne góry, magiczny kolor wody.. nawet słońce jest tam jakieś inne! ;D
Zapraszam Was na pierwszą porcję Szwajcarskiej magii!

            Moja siostra jest fanką  Sherlocka Holmes’a, więc jako pierwsze wybrałyśmy miejsce związane z tą postacią. Początek trasy w Aareschlucht, później brzegiem rzeki Aare szłyśmy niesamowitym szlakiem.


Stuknęła setka! ;)

Stuknęła setka! ;)

     Nie długo minie rok, od kiedy jestem na tym blogu. Na początku było to nie za często, później zrobiłam sobie jakieś postanowienia, a teraz.. jest jak widać. Takim sposobem czytacie właśnie 100 posta! Mam niesamowitą radość z tego, że mogę się dzielić z Wami cząstką swojego życia i tym, że są ludzie którzy to czytają, bo w jakiejś części to miejsce jest przecież nie tak dla mnie jak dla Was ;)

źródło

Szczyrk po zmroku- czyli zima bez śniegu w turystycznym beskidzkim miasteczku.

Szczyrk po zmroku- czyli zima bez śniegu w turystycznym beskidzkim miasteczku.

            Poranna wizyta w Żywcu <KLIK> i inne sprawy zabrały nam sporą część dnia, ale pomimo tego późnym popołudniem wybrałyśmy się jeszcze do Szczyrku.
Zastanawiałyśmy się czy nie uda nam się wjechać na Skrzyczne, jednak było już ciemno, a góra zginęła w chmurach. ;(

            Pierwszym punktem naszej wizyty była skocznia. Tym razem pusta, ale śnieg na niej sprawiał fajne wrażenie, szczególnie jeśli w okolicy w zasadzie go nie ma. 
Widoczny jest jedynie wysoko na szczytach.


Podsumowanie Mistrzostw Europy 2016 piłkarzy ręcznych- zakończenie złotem. ;)

Podsumowanie Mistrzostw Europy 2016 piłkarzy ręcznych- zakończenie złotem. ;)

                Wraz z początkiem stycznia, zaczynaliśmy napotykać reklamy Mistrzostw Europy dosłownie na każdym rogu. W telewizji, na billboardach, na mieście czy w innych mediach wciąż mówiono o tym wydarzeniu. My nasze bilety kupiłyśmy już jakiś czas temu, więc mogłyśmy spokojnie odliczać początku tej imprezy.

Dla mnie był to dosyć napięty okres w szkole, więc tym bardziej nie mogłam się doczekać i wręcz odliczałam pozostałe dni, które niosły mi nadzieję na odpoczynek i oderwanie się od codzienności. Trochę kombinowania, kilka opuszczonych dni, ale to wszystko było już wtedy nie ważne!

                15 dni stycznia, które dzieliły nas od dnia otwarcia minęły jak z bicza strzelił, dziś mogę powiedzieć, że tak samo minął również cały turniej! Byłyśmy na meczu otwarcia w grupie we Wrocławiu, oraz na meczu zamknięcia pierwszej fazy w Krakowie. Tylko i aż dwa mecze! Więcej niestety nie byłyśmy w stanie ogarnąć jak na ten moment.

                O meczu we Wrocławiu, pomiędzy Niemcami, a Hiszpanią pisałyśmy już sporo TUTAJ. Z perspektywy dzisiejszego dnia możemy uznać, że byłyśmy na czymś, co można wręcz określić „małym finałem”.



Mecz Polskiej Reprezentacji to coś więcej niż mecz. To ludzie, atmosfera i niesamowite emocje! Mistrzostwa Europy 2016 w piłce ręcznej: Polska vs. Francja

Mecz Polskiej Reprezentacji to coś więcej niż mecz. To ludzie, atmosfera i niesamowite emocje! Mistrzostwa Europy 2016 w piłce ręcznej: Polska vs. Francja

            Tak samo jak w przypadku Wrocławia, głównym celem naszego wyjazdu do Krakowa był oczywiście mecz!
Tym razem spotkanie Polska- Francja
Kiedy jedzie się na spotkanie reprezentacji to jest to naprawdę coś więcej niż tylko mecz.
To niesamowite emocje, wspaniali ludzie i niepowtarzalna atmosfera. To wszystko sprawia, że poza widowiskiem sportowym uczestniczymy w spektaklu. Jedynym i niepowtarzalnym!



Copyright © 1001Podróży , Blogger