Podsumowanie 2017 roku (cz. I)

Podsumowanie 2017 roku (cz. I)

Przed nami ostatnie dni (a w zasadzie ostatni weekend!) 2017 roku i chcąc nie chcąc, czas podsumowań i przemyśleń.

źródło

Jaki był ten rok? Jeśli miałabym go określić jednym jedynym słowem, to powiedziałabym, że był przełomowy!

Był to rok zmian, spontanicznych decyzji, ale przede wszystkim rok stabilizacji.
Podomykałam wszystkie kwestie, które 2016 wywrócił w moim życiu do góry nogami, pozbyłam się (W KOŃCU!) uczuć, ludzi i rzeczy, które mnie tylko blokowały. Dokończyłam też wiele spraw, które od dawna ciągnęły się w nieskończoność, z terminem wykonalności „na później”, a przez to wiecznie wisiały mi na głowie.

źródło
Zaczynając pisać te podsumowanie, trochę nie wiedziałam jak się za nie zabrać, co napisać i jak wszystko to, co się wydarzyło skleić w jedną- na dodatek spójną całość. Ostatnie dwanaście miesięcy mojego życia... nie zawsze był to czas klarowny i spójny, jednak cieszę się, że powoli wiele kwestii po prostu zmieniało się na lepsze!
Z jednej strony w tym roku działo się raczej niewiele wyjątkowych i nadzwyczajnych rzeczy, a z drugiej był on rokiem przełomowym. W końcu małe rzeczy również robią różnicę, prawda? ;)

Styczeń-Marzec


Jak zaczął się 2017 rok? Przyznam szczerze, że ciężko. Styczeń i luty, to były zwariowane miesiące. Nawał zleceń, a na dodatek pierwsza w życiu sesja. Ganiałam tylko między pracą, uczelnią, urodzinami znajomych, a… dwoma meczami, które udało mi się wcisnąć w terminarz! W tym zestawieniu sportowym, musiał się jednak znaleźć mecz Cerradu Czarnych Radom- „prześladują mnie” już od kilku lat i jak widać seria ta wciąż trwa! Nieszczególnie jednak mi to przeszkadza. Jak dla mnie, może to trwać jeszcze przez najbliższe lata! ;)


Na szczęście wraz z końcem miesiąca odzyskałam dla siebie trochę wolnego czasu, miałam chwilę by złapać promienie zimowego słońca i chyba właśnie to dało mi kopa energetycznego na marzec, bo tam zadziało się już znacznie więcej! 
Mecze nowych dyscyplin sportowych, a do tego mecz piłki ręcznej i siatkarzy z Olsztyna… w Gdańskiej Ergo Arenie. 


Trzeba było prawie 200km, żebym mogła znowu kibicować własnej drużynie. Tego meczu nie zapomnę na długo. Nie dość, że miałam na niego nie iść, to wpadłam spóźniona, cała mokra, a na dodatek z biletem na miejsce, którego nie mogłam znaleźć… ale czy w końcu, nie takie momenty pamięta się najdłużej?
Dodatkowo, można powiedzieć, że świętowałam w tym roku dzień św. Patryka i próbowałam zielonego piwa. ;)

Kwiecień


W kwietniu czując wiosnę, zaczęłam szykować się na sezon wyjazdowy i powoli planować bliższe i dalsze wyjazdy.
Udało się także zrealizować pierwszy z nich, a przy tym spełnić jedno z moich marzeń z dzieciństwa- pojechać na Niedzielę Palmową do Łysych i poczuć to wszystko, o czym dawniej tylko słyszałam, na własnej skórze! Od dzieciaka miałam tego typu plany, ale nie mając ani prawka, ani własnego auta, ich realizacja była znacznie utrudniona. W tym roku nie ograniczało mnie już nic (poza szkołą, ale co to za student chodzący na wszystkie zajęcia, prawda?)
Przy okazji tej wycieczki, zawitałam ponownie do Zagrody Kurpiowskiej w Kadzidle, a przy okazji doświadczyłam trochę wciąż żywej kurpiowskiej kultury!

Maj- Czerwiec


Maj i czerwiec, to podobna bajka, co styczeń i luty- z jeszcze większą ilością zleceń i jeszcze większą ilością egzaminów!

Jednak jak to mówią: czym człowiek ma mniej czasu dla siebie, tym więcej potrafi go znaleźć i tak właśnie zadziało się u mnie. (grunt to odpowiedni kalendarz ;p) 
„Jeśli nie chcesz niczego żałować pod koniec życia, nie żałuj niczego pod koniec dnia.”
W maju spokojnie ogarniałam to co konieczne, do tego zafundowaliśmy sobie kilkudniowe mini-wakacje i pojechaliśmy na Hel (gdzie zresztą wróciłam jeszcze raz na przełomie tych dwóch miesięcy).
Słońce, morze i plaża… to wystarczy do szczęścia! ;D 
Jeśli ktoś nie widział relacji z Helu- zapraszam ;) <KLIK> <KLIK> <KLIK>





(Swoją drogą zdziwiłam się również, ile ciekawych i praktycznych rzeczy z codziennego życia może wyjaśnić jeden esej pisany na zajęcia. Ule z pszczołami w moim ogródku stoją odkąd się urodziłam, jednak nigdy nie szukałam szczegółowych informacji o pszczelnictwie... a po przygotowaniu tych danych, jestem pewna, że jeszcze nigdy nie miałam takiej wiedzy, co i jak z tymi pszczołami!)


W czerwcu najcudowniejszym uczuciem było zaliczenie wszystkiego w pierwszym terminie i możliwość korzystania z lata bez myślenia o wrześniowych poprawkach.
W tym miesiącu udało mi się złapać robotę na wyjeździe i tym samym otrzymałam możliwość wycieczki do Warszawy z czasem wolnym na zabawienie się w turystę!

Przez kilka godzin w stolicy, zobaczyłam Stare Miasto i Łazienki Królewskie oraz podziwiałam panoramę stolicy z XXX piętra Pałacu Kultury i Nauki




Czy przekonałam się do Warszawy? Eh, ze mną nie idzie tak łatwo, bo faktem jest, że miasta tego nie lubię, ale na pewno muszę przyznać, że ma też bardzo klimatyczne i piękne miejsca.

Dodatkowo zabrałam Babcię do Arboretum w Kudypach, na spacer wśród kwitnących krzewów i drzew obsypanych liśćmi w kolorach tej najbardziej soczystej zieleni.


Czyste powietrze po deszczu i chwila spokoju, a do tego uśmiech na twarzy osoby, która w dzieciństwie była mi jak druga matka…  uczyniły cały ten czas jeszcze lepszym!

W połowie miesiąca rozpoczęły się również Mistrzostwa Europy U21 w piłce nożnej, które zakończyły się triumfem Niemców, co było dla mnie wisienką na torcie na zakończenie tego miesiąca!
Pod koniec czerwca wystartowały także Mistrzostwa Świata U21 w siatkówce, które były dla mnie niesamowicie ważne.

Lipiec


Lipiec rozpoczął się od złota naszych chłopaków na Mistrzostwach Świata … i lepszego rozpoczęcie tego miesiąca chyba nie mogłam sobie wyobrazić!

źródło: FIVB
Płakałam jak bóbr. Z jednej strony z radości, z drugiej, gdzieś tam w mojej głowie tkwiła świadomość, że to już koniec tej drużyny, ale o tym napiszę kiedyś w oddzielnym wpisie. Głównym motywem dnia 2 lipca 2017 roku była radość i duma z drużyny… z którą tak naprawdę byłam od początku do końca!


Lipcowe wieczory (szczególnie te mokre) często spędzaliśmy z lampką dobrego wina, przy dobrym (a czasami trochę gorszym) filmie. Nie zabrakło też wyjazdów. Z tych bliskich było Lawendowe Pole w Nowym Kawkowie, a z trochę dalszych- 13 dnia tego miesiąca, wybrałyśmy się z koleżanką na Gdynia Sailing Days. Piękna pogoda, liczne atrakcje i Gdynia, którą bardzo lubię i która w jakiejś części jest dla mnie obecnie trzecim domem, a do tego nowe doświadczenie w postaci zawodów żaglówek, wypełniły pierwszą połowę miesiąca.


Pod koniec miesiąca zabrałam się za przeczytanie kilku poleconych książek. 
Starałam się też nadrobić trochę zaniedbane relacje z częścią znajomych, co zaowocowało wypadami do kina, na pizzę czy inne takie. Lato, to w końcu najlepszy czas na spotkania... również te plenerowe! ;D

Na dzisiaj tutaj zakończę. Wpis wyszedł baaaardzo długi, więc zdecydowałam się na dwie części. Końcówkę roku- wraz z podsumowaniem- chciałabym dodać jeszcze w tym 2017... i mam nadzieję, że mi się to uda! ;)

Wciąż mam wrażenie, że pominęłam tyle faktów... jednak reszta zostanie zapamiętana przez moją pamięć (dobrą, ale krótką) oraz kalendarz, bez którego naprawdę nie wyobrażam sobie funkcjonowania. Taki tradycyjny, z zapachem papieru, a nie jakaś elektroniczna aplikacja!
Trochę prywaty dzisiaj zaserwowałam, ale chciałabym zajrzeć tutaj za rok- mniej więcej o tej samej porze i stwierdzić, że zrobiłam wszystko, aby kolejny rok był przynajmniej tak samo dobry jak ten, że wykorzystałam to co mogłam, a jeszcze wiele mogę "wycisnąć".

No dobra. Na dzisiaj już naprawdę koniec! A gdybym jakimś cudem.. zaspała przed Nowym Rokiem, to w tym miejscu chciałabym złożyć Wam najszczersze życzenia: szczęścia, ZDROWIA!, miłości i spełnienia  wszystkich- nawet tych najskrytszych i najbardziej szalonych marzeń!
Pozdrawiam serdecznie, Viola ;)
Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger