Jastarnia - raj dla Kitesurferów (i nie tylko)!


Wspomnienia z dzieciństwa to jedne z tych najpiękniejszych, jedne z tych do których chętnie wraca się bez względu na porę dnia czy pogodę za oknem. Wspólne rodzinne wakacje, beztroska i.. coś czego brakuje w obecnych czasach- brak pośpiechu! To wszystko kojarzy mi się właśnie z Jastarnią!




Wcześniej byłam tam zaledwie raz. Miałam wtedy jakieś 7 lat... więc sami widzicie, że trochę czasu już minęło. I pomimo, że nie były to nadzwyczajne wakacje, które by się wyróżniały czymś szczególnym- morze, plaża, dużo słońca i zabawy - tylko tyle i aż tyle. Chciałam tam wrócić. Udało się w tym roku.

Sama Jastarnia ma dosyć ciekawą historię, z którą można zapoznać się chociażby na stronie -> http://www.jastarnia.pl/historia_naszego_miasta.html
Do XX wieku była głównie wioską rybacką, co spostrzegawczy bardzo łatwo zauważą. Port czy Muzeum zwane Chatą Rybacką są tylko tego namiastką!
Przed wyjazdem, warto poczytać trochę o tym jak i dlaczego. My tym razem tego nie zrobiliśmy, a kilku faktów dowiedzieliśmy się dopiero po powrocie do domu. :(

Dojeżdżając do Jastarni, byliśmy już dobre 10 godzin na nogach, z przechodzonymi co najmniej kilkunastoma kilometrami, i ze spalonymi na raka (o losie. ZNOWU!) ramionami, a ja  następnego dnia miałam mieć 3 kolokwia, więc postanowiłam zluzować tempo i nie siłować się na kolejne kilometry, bo i po co.

Spacerkiem dotarliśmy nad Zatoką Pucką, przycupnęliśmy na skraju pustej plaży- oprócz nas było tam może jeszcze ze 2 lub 3 osoby, ale ale! Tak nieliczna grupka była nas jedynie NA PLAŻY!


 
Nie bez powodu, wody Zatoki Puckiej określa się mianem raju dla Kitesurferów. Nie przypominam sobie, żebym kiedyś wcześniej widziała ich aż tylu, w jednym miejscu!
Kolorowe latawce, ciekawe akrobacje... naprawdę było co oglądać! Dla mnie był to spektakl tak ciekawy, że spędziliśmy tam prawie 3 godziny!














Po drodze chcieliśmy posiedzieć jeszcze na molo, jednak tym razem było zamknięte- w tym czasie odbywał się na nim remont :(
Jedynie pierwsze kilka metrów było dostępne, a z nich takie widoki!


Morze ma w sobie coś takiego, że ciężko się z nim rozstać. Otoczona codziennym gwarem miasta, tempem pracy z wiecznym terminem „na już” i studiami, uwielbiam takie spokojne miejsca. Pozwalające na ucieczkę. Chociaż jeśli czuję w nogach zrobione dobre kilkanaście kilometrów, to wtedy to uczucie jest jeszcze wspanialsze!


Kaszuby to też takie miejsce, które utożsamia się ze swoją kulturą o wiele bardziej, niż w wielu innych  regionach kraju. Dostrzec to można w różnych miejscach, m.in. poprzez 2 języczne nazwy ulic.


Zbliżał się wieczór i miałam świadomość, że niedługo trzeba będzie jechać w kierunku Trójmiasta, a chciałam zobaczyć jeszcze latarnię morską!
Jedyny minus w tym przypadku, to brak możliwości wejścia na górę, ale i samo zobaczenie jej z zewnątrz było wyzwaniem. Schowana między drzewami, wcale nie jest taka łatwa do odnalezienia!
Ale warto. Kto wie. Może za jakiś czas, zostanie udostępniona turystom, także do zwiedzania w środku.


Na koniec skierowaliśmy się jeszcze ku plaży, tym razem tej oblanej wodami otwartego Bałyku. Była ona inna- nawet piasek na niej układał się inaczej, w bardziej pofalowane fałdy. Ludzi tutaj również było trochę więcej.. TROCHĘ to słowo klucz! ;)



W tamtym momencie, nawet do głowy mi nie przyszło, że wrócę tam niecałe dwa tygodnie później. 13 lat czekałam na ten pierwszy powrót, a później ledwo 13 dni zdążyło minąć. Taką dostałam niespodziankę. I zarówno pierwszym, jak i drugim razem było bardzo fajnie! 

Praktycznie:

-> warto zobaczyć

  • Muzeum- Chata Rybacka
  • Port
  • Latarnia Morska
  • Molo
  • Pomnik przyrody- Kasztanowiec


-> z Jastarnią związane są 4 gminy partnerskie. Dwie Polskie i dwie Niemieckie.

  • Wisła
  • Wałbrzych
  • Elbe-Parey (Saksonia-Anhalt)
  • Baabe (Meklemburgia-Pomorze Przednie)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger