Łyse- niedziela palmowa.

"Poziem wom, ze nojziencej roboty, to je zawdy u nas przed śwentani Zielgejnocy. Cale oddychu ni ma. A to śwenconek przystrojeć, a to jojka umalować, a to znów ksiotkow z bzibziuły do palmy narobzieć.
Leszek Czyż- [Zielganocno palma]


Kurpie. Znacie? Kojarzycie? A może nawet nie słyszeliście o takim regionie Polski? Pewnie odpowiedzi są różne.
A słyszeliście o konkursach na Wielkanocne Palmy? Na pewno!

Co roku w telewizji pokazują przynajmniej urywki z takich imprez... i być może któregoś razu widzieliście tam właśnie Kurpiowskie Palmy!


Skąd wzięła się moja fascynacja tym regionem opowiem Wam w innym wpisie. Od dawna moim marzeniem było zobaczyć to wszystko osobiście, więc dzisiaj zapraszam Was na barwne święto, z olbrzymimi bardzo bardzo kolorowymi palmami, których przygotowanie zajmuje często prawie cały rok!

Sam wyjazd był dla mnie dosyć trudny.. logistycznie- myślę, że to będzie dobre określenie. W tygodniu pracowałam, w sobotę wyrwałam się na zajęcia, by później po ponad 7h w drodze około północy dojechać do domu. Szybki rzut oka na mapę, sprawdzenie co, gdzie i o której i spać.

Około 7 następnego dnia już byliśmy w drodze. 130km - jakieś 1,5h jazdy. Z każdą miejscowością bliżej celu robił się coraz większy ruch. Auta na przeróżnych rejestracjach. Zarówno z Warmii, Mazur, Mazowsza, Podlasia.. również z zagranicy.

Na wjeździe do Łysych tłumy i wręcz korek. Policja kierująca ruchem, pełne parkingi i place. Byłam na to przygotowana psychicznie, więc grzecznie i spokojnie wlekłam się te 3km/h!
A tu bum! Pierwsza niespodzianka. Udało się wcisnąć w jakieś jedno jedyne wolne miejsce w zasadzie na przeciwko kościoła.
Taki fart mnie ostatnio bardzo często spotyka. Zaczęło się super!


Naszym pierwszym celem było przejść się wśród straganików. Co chciałam kupić? Na mojej liście była tutejsza palma, jakieś ręcznie robione pisanki, obwarzanki...

ok 10:50 zanieśliśmy wszystko do auta i udaliśmy się do kościoła. Nie powiem żebym była jakąś szczególnie praktykującą osobą. Zazwyczaj w kościołach pojawiam się albo w czasie zwiedzania albo na święta, ale tym razem chciałam w tym uczestniczyć!

Było pełno ludzi! Nam udało się jeszcze wejść do środka, ale ścisk był już wtedy ogromny.


Czekaliśmy i czekaliśmy... a księdza wciąż nie było!
Było dobrze 15-20 po 11 i wciąż nic się nie działo. Jak się później dowiedzieliśmy wszystko tradycyjnie zaczyna się w starym kościele (o którym nie mieliśmy pojęcia!), a stamtąd idzie procesja z palmami, która później przechodzi środkiem prezentując swoje dzieła  (bo dziełami zdecydowanie trzeba je nazwać).

Kościół jest nowy. Wnętrze naprawdę ładne. W oczy rzuca się ołtarz, piękny witraż, ale w takie dni jak ten i 3razy taka wielkość by nie zaszkodziła.



Palmy były tak olbrzymie, że nie było szans by zmieściły się na wysokość w drzwiach. Ojj coś czuję, że ich utrzymanie wymagało sporo siły!

"Jekem tak sed kele ojca w tej procesyi, to poziedziołem sobzie, ze jek bende duzy, to zrobzie palmę az do samiuśkego nieba, zeby Pan Jezus zidzioł chto tu je nojpobozniejsy we wsi!"


Sama msza wydawała mi się ciągnąć w nieskończoność- nie wiem czy faktycznie była tak długa, czy to była raczej kwestia tłumu i mojego zmęczenia, w każdym bądź razie warto było jakoś dotrzymać do końca.

Później wszyscy tłumnie rzucili się na wspomniany stary kościółek pw. św Anny!
Zbudowany w 1882r, obecnie jest już nieużywany, ale w takie święta jak te robi się tam spory ruch.
Jest to orientowana, jednonawowa świątynia. Zbudowana na planie krzyża łacińskiego- jeden z nielicznych przykładów kościołów transeptowych na terenie województwa mazowieckiego!



W jego obejściu stała stara dzwonnica, a z tyłu liczne rzeźby i stacje drogi krzyżowej.


Jednak wszystkim tam spieszącym nie chodziło o piękno drewnianej budowli.
Okazało się, że właśnie tam utworzone jest coś w stylu mini wystawy palm.
Zdjęcia może nie oddają tej magi w 100%, ale uwierzcie mi na słowo, że są one... imponująco piękne!
Takie rozmiary, wymyślne ozdoby, pełna gama kolorów.. Jest co oglądać!








Czas leciał szybko. Na koniec wizyty w Łysych wróciliśmy ponownie na stragany, by kupić jeszcze jakieś regionalne przysmaki... i lokalne Psiwo Kozicowe. Niestety. Rola kierowcy ma to do siebie, że trzeba było szukać czegoś "na wynos", ale sztuka ta udała się.. w 50%! Łapiąc już coś na szybko w domu okazało się, że kupiliśmy.. bezalkoholowe! :D

Z kolejnymi fajnymi wspomnieniami, spełnionym marzeniem i drobnymi zakupami ruszyliśmy w dalszą drogę... ale o tym już niedługo!
Jeśli tylko będzie okazja za rok znowu pojechać to bardzo chętnie to zrobię!
U nas też oczywiście jest tradycyjne święcenie palm, ale zdecydowanie nie jest to tak celebrowane.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger