Szczytno: Wyższa Szkoła Policji, jeziora Domowe Małe i Duże, charakterystyczny ratusz oraz niesamowita bliskość natury!

            Szczytno to małe miasto na Mazurach, na pograniczu dwóch pojezierzy: olsztyńskiego i mrągowskiego.




Niektórzy z Was może nawet o nim nie słyszeli, a Ci którzy słyszeli kojarzą je zapewne z Wyższą Szkołą Policji, bądź.. z „Krzyżakami” Henryka Sienkiewicza.
Skojarzenia jak najbardziej trafne!

            Dawniej była to wręcz elitarna szkoła, na dziś dzień moim zdaniem wiele się pozmieniało w strukturze nauczania, jednak wciąż przyciąga wielu studentów!

Samo miasteczko jest naprawdę piękne. Życie toczy się w nim zdecydowanie wolniej niż w dłuższych miastach, czego sami ostatnio doświadczyliśmy!

Położone nad dwoma jeziorami jest idealnym miejscem dla szukających spokoju i bliskości natury w centrum sprawnie funkcjonującego miasta, dobrze skomunikowanego z większymi ośrodkami!

To właśnie te jeziora wykorzystali Galindowie, którzy założyli między nimi grodzisko, a później… powstało tam Szczytno, które rozwinęło się z osiedla funkcjonującego jako przedzamcze.

Pierwszą wzmiankę o nazwie miasta odnaleźć można w piętnastowiecznych kronikach.
Nazwę "Ortelsburg" nadano miastu od imienia Ortolfa z Trewiru, komtura elbląskiego, który aktem z dnia 24 września 1360 zezwolił na osiedlenie przybyszy z Mazowsza. 
Pierwsza osada na północnym brzegu jeziora Domowego Dużego otrzymała nazwę Bartna Strona (niem. Beutnerdorf) od pszczelarstwa – dominującego zajęcia osadników. 
Istniała także słowiańska nazwa "Szczytno" – od nazw jezior "Sciten Minor" i "Scitem Maior" lub od nazwy wyrabianych przedmiotów – szczytów (tarcz, a raczej ich metalowych części) przez mieszkańców miasta.
Obecna nazwa została administracyjnie zatwierdzona 7 maja 1946.

            No dobra. Na razie koniec informacji typu Wikipedia. Teraz trochę ode mnie!
My naszą wizytę rozpoczęliśmy od spaceru pod WSPol, jednak później cały dzień spędziliśmy już w centrum.

Większość głównych atrakcji zlokalizowana jest przy ul. Polskiej i Odrodzenia.
Auto można zostawić nieopodal rynku- dosłownie na przeciwko ulicy odchodzącej od Dworca PKP.
Pierwszym przystankiem ku centrum jest Zespół Szkół nr. 2
Jest to zabytkowy budynek, przed którym mieści się pomnik upamiętniający wydarzenia z 22.07.1944r


            Dalej mijamy Miejski Dom Kultury, przed którym postawiono pomnik ku pamięci Krzysztofa Klenczona, w kilku słowach charakteryzujący jego związek ze Szczytnem!


Kilka metrów dalej przebiega południk 21o , w miejscu tym wbudowana jest również szyna, a do dalszej podróży turystów zachęca Pofajdok OBIEŻYŚWIAT, o którym więcej już niedługo!


            Dochodząc do skrzyżowania warto się rozejrzeć. Patrząc w lewo powinniśmy bez trudu dostrzec Kościół Ewangelicko-Augsburski . Wcześniej w tym miejscu był drewniany kościół katolicki z XV w.


Odbijając trochę w lewo dojdziemy do Skweru im. Lecha Kaczyńskiego.


Musimy jednak wrócić do głównej ulicy, aby kilka minut później znaleźć się pod ratuszem. Moim zdaniem jest to zdecydowanie najbardziej charakterystyczny budynek w tym mieście.


Wieżę widać z daleka, praktycznie od poczty w okolicach dworca, dzięki czemu wiadomo w którym kierunku udać się, aby dotrzeć do centrum.


Ratusz zbudowano w latach 1936-1937 na gruzach wschodniej części dawnego zamku krzyżackiego. W jego murach, poza urzędami, mieści się także Muzeum Mazurskie.



Szczytno w latach 1466-1657 stanowiło lenno Korony Królestwa Polskiego. Prawa miejskie uzyskało 12 kwietnia 1723 r. Od 1818 było miastem powiatowym.


            Obchodząc ratusz i zachodząc z drugiej jego strony, docieramy do ruin zamku krzyżackiego, który powstał tutaj około 1350 r  w miejscu wcześniejszej drewnianej strażnicy z 1266 r..



To właśnie tutaj Henryk Sienkiewicz umieścił część akcji swojej powieści.

W okresie średniowiecza zamek był siedzibą komtura,pierwotnie elbląskiego, później ostródzkiego, od 1525 r. (po sekularyzacji Prus) – siedziba starosty.

Z zamku nie zachowało się zbyt wiele, jednak obecnie wszystko jest zabezpieczone, a całe obejście zadbane i urozmaicone w przeróżne drewniane rzeźby, które mi osobiście się spodobały!





Przechodząc przez dziedziniec i wychodząc z drugiej strony natrafimy na popiersie Henryka Sienkiewicza.



            Minuta spaceru i dochodzimy nad Jezioro Domowe Duże.


Plaża, molo i liczne ławki zachęcają do spędzenia tam czasu, z czego my chętnie skorzystaliśmy i zostaliśmy tam ponad godzinę!
Najwyraźniej nie tylko my wpadliśmy na taki pomysł! Pomimo, że był to dopiero maj, około południa było już tutaj pełno par dzieciaków, które najwyraźniej postanowiły sobie zrobić trochę wolnego od szkoły! ;)



Jeśli tylko będziecie mieli ochotę, możecie wypożyczyć rower wodny, kajak lub po prostu popływać!

            W dalszą trasę udaliśmy się przechodząc przez coś w stylu skwerku, w okolicach Kościoła Chrześcijan Baptystów,


 gdzie znajduje się pomnik Krzysztofa Klenczona, którym miasto bardzo wyraźnie się szczyci- oczywiście nie bez powodu!





Na wielu ulicach spotkać można pamiątki po nim, a na niektórych budynkach i murach znalazłam także fragmenty przypominające jego twórczość!

            Dochodząc do ulicy w oczy rzuca się budynek sądu rejonowego.



Nieopodal znajduje się również areszt śledczy- uważajcie ;)

My, bez nieprzyjemnych sytuacji minęliśmy go i udaliśmy się ul. Adama Mickiewicza w kierunku dawnego Browaru. 


Obecnie jest on już niestety nie czynny i nie umożliwione zwiedzania turystom. Funkcjonuje tam rozlewnia likierów.

            Z tego miejsca udaliśmy się na spacer… dłuuuugi spacer dookoła jeziora Domowego Małego.



To był fajny spacer, pozwalający spojrzeć na miasto z innej perspektywy, odpocząć, pospacerować w spokoju wśród zieleni drzew i pięknie kwitnących kasztanowców!



Sam widok na miasto również mógł zachwycić. Pogoda była bardzo ładna, na niebie płynęły delikatne obłoki, od wody odbijały się promienie, a tuż przy brzegu pływały łabędzie.



Można było usiąść w dowolnym miejscu na ławeczce i podziwiać piękno okolicy.
Dookoła całego jezioro wiedzie chodnik z przy którym zamontowano liczne ławeczki. Nic tylko z tego korzystać.
Warto też kawałek zejść ze szlaku i zobaczyć starą mazurską chatę!

            Spacer ten zabrał dłuższą chwilę. Zakończyliśmy go w parku tuż pod ratuszem i to tam spędziliśmy najwięcej czasu.




Słońce tak przyjemnie grzało, że usiadłam na dłuższą chwilę i po prostu trochę się poopalałam.
Panował tam tak cudowny spokój. Jedynie od czasu do czasu przeszła jakaś babcia z wnuczkiem lub wnuczką lub przejechały na rowerze dzieciaki właśnie wracające ze szkoły.

Mimo, że to centrum miasta, było to idealne miejsce na odpoczynek!
Tak zatraciłam się w pięknie i spokoju tego miejsca, że trochę się zapomniałam jak bardzo grzeje słońce.

Po przesiedzianej tak godzinie.. no może półtorej już niedługo zaczęłam czuć efekty.
Zarówno nogi jak i ręce zaczęły szczypać, a do domu wróciłam… w kolorze raczka! ;)
Ale było warto. To był zdecydowanie piękny dzień, a miasto polecam odwiedzić każdemu.

Może nie jest to typowo turystyczne miejsce z mnóstwem atrakcji, które ciężko ogarnąć nawet w kilka dni, jednak Szczytno nadrabia historią, bliskością natury, spokojem i atrakcjami organizowanymi zarówno dla przyjezdnych jak i mieszkańców o czym napiszę już wkrótce.

Miasto zostało bardzo zniszczone w czasie I wojny światowej, odbudowano je już w typowo miejskiej zabudowie. W okresie międzywojennym założono park miejski, który naprawdę Wam polecam. Można w nim cudownie spędzić czas!

            Warto również wspomnieć o tym, że w Szczytnie znajdują się 4 cmentarze przypominające o bardzo niespokojnej historii tego miejsca.

Pierwszy z nich to cmentarz wojenny z okresu pierwszej wojny światowej na którym pochowano 20 żołnierzy armii rosyjskiej i 4 armii niemieckiej.

Kolejny- ewangelicki został założony w pierwszej połowie XIX w., obecnie park z zachowanymi nagrobkami oraz kwatera wojenną z okresu I wojny światowej (170 żołnierzy armii niemieckiej i 78 żołnierzy armii rosyjskiej)

Cmentarz Żydowskie jest najlepiej zachowanym tego typu na Warmii i Mazurach, założony w 1815 r. na działce kupionej za 50 talarów.

Ostatni z nich wywarł na mnie chyba największe wrażenie, jeśli tak można to nazwać.
Naprawdę poruszył i dał do myślenia. Jest to cmentarz żołnierzy radzieckich z okresu drugiej wojny światowej, na którym w zbiorowych mogiłach spoczywa 1008  żołnierzy armii radzieckiej, którzy polegli w czasie zdobywania powiatu szczycieńskiego. W tym samym miejscu znajduje się też cmentarz z okresu I wojny światowej z 32 żołnierzami armii rosyjskiej (upamiętnionych drewnianym krzyżem prawosławnym z niemieckim napisem)

Co prawda nie odwiedziłam żadnego z nich, jednak warto pamiętać. Te wydarzania są przeszłością, ale jeśli zginęło w nich tylu ludzi.. warto o nich właśnie pamiętać. Nie ważne po której stronie walczyli. Człowiek jest człowiekiem, szczególnie Ci „mniejsi”.. nieznani.

P.S. Bardzo odbił się na mnie wczorajszy mecz. Łzy się polały..
No cóż. Mogłam nie przeżywać matury, prawka, egzaminów, ale nad emocjami w czasie i po meczu panować nie umiem. Szczególnie po tym wczoraj..
Dla mnie to koniec. Euro. Przynajmniej będzie czas żeby nadrobić tyle czekających na napisanie relacji z wyjazdów! ;)


Pozdrawiam serdecznie! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger