Gdańsk w jeden dzień: Miasto w drodze powrotnej.

            Gdańsk- piękne miasto. Można by o nim pisać i pisać. Dodawać mnóstwo zdjęć, a i tak nie uda się na nich oddać całego uroku tego miejsca.




Warto jednak spróbować przekazać chociaż cząstkę.
Po dwóch poprzednich, które znajdziecie tutaj: <KLIK> i tutaj: <KLIK>
Zapraszam Was bardzo na ostatni już wpis z tego miasta.

            Spacer brzegiem Motławy był naprawdę przyjemny. Słońce schodziło coraz niżej. Uwielbiam światło, które wtedy pada. Kolory nabierają niezwykłej barwy, a świat staje się magiczny.
Odczuwam to tak za każdym razem- naprawdę!

            Było już po 18, więc nadszedł czas, by ostatni raz rzucić okiem na okolicę i udać się w drogę powrotną na dworzec. Wracaliśmy trochę bocznymi uliczkami, w które wstąpiliśmy już wcześniej, zanim dotarliśmy „pod Neptuna”, ale także ponownie Długą.



           Jak pisałam wcześniej tutaj każdy zakątek kryje coś pięknego. Niesamowitego. Okolice Bazyliki również.











           Już na początku spaceru, idąc ku Bazylice Mariackiej znaleźliśmy zakątek, w którym czas spędzały całe rodziny.
Zlokalizowany jest dosłownie minutę drogi od kościoła, dokładnie w jego cieniu. Znajdują się tam 4 lwy oraz fontanny (niestety nie udało mi się uchwycić wszystkich), gdzie biegające w strugach wody dzieci miały niesamowitą frajdę.
Dla zainteresowanych nazywa się to Fontanną Czterech Kwartałów.




Siadając na ławeczce przy fontannach mamy przepiękny widok na Bazylikę Mariacką oraz Kaplicę Królewską.


Przysiedliśmy tam na kilka minut, by trochę odpocząć, przepakować się i ustalić kolejne cele.
Przy okazji udało mi się zrobić kilka fotek.








            Przed powrotem na główny „szlak” rozejrzeliśmy się jeszcze troszkę po okolicy i odkryliśmy chociażby miejsca takie jak te:










Szkoda, że nie mieliśmy więcej czasu, bo zapewne w okolicy znalazłoby się jeszcze mnóstwo podobnych miejsc!
Ale nic straconego. Nie tym, to następnym razem!
            Z tego miejsca udaliśmy się na Długi Targ.

Spacer nabrzeżem <KLIK> zabrał nam sporo czasu. Oczywiście było warto, ale nadszedł też moment powrotu. Weszliśmy w  ul. Ogarną, jednak z oddali zauroczył nas…(w sumie to mnie) widok Ratusza,



więc skręciliśmy w Ławniczą, skąd znów wylądowaliśmy na Długiej.










Tym razem już prosto w kierunku Bramy Wyżynnej, a stamtąd na dworzec mijając po drodze:




            Zostało nam ok. 35 min, a że cały dzień nic nie jedliśmy (poza „jedzeniem” w Sopocie) to standardowo jak na wyjazd przystało wstąpiliśmy do kfc. Śmieciowe jedzenie od czasu do czasu nie jest złe! ;D
Haha tym razem nie dałam im jednak zarobić, bo zostawiłam tam jedynie 5zł. Kamil.. „trochę” więcej.

Już na dworcu chciałam kupić w Macu moje ulubione latte na drogę, ale usłyszałam, że „nie mają oferty McCaffe”. Oj Kochani. Ale miałam minę. Że na dworcu nie będą mieli to się nie spodziewałam!!

To była już ostatnia z relacji z tego wyjazdu.
Co prawda chcę pokazać Wam jeszcze pamiątki które kupiłam i kosztorys, ale później na jakiś czas będziecie mogli odpocząć (NAJPRAWDOPODOBNIEJ) od tych miast tutaj. 
Pozdrawiam, Viola ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger