Szwajcaria: Rigi-Królowa Gór. Podróż do chmur.

            Każdy dzień w Szwajcarii odkrywał dla mnie coś nowego, niesamowitego i wywoływał wielki uśmiech na mojej twarzy.
Każdy wyjazd, nowe miejsce, wszystko to co widziałam było magiczne, jednak jeśli miałabym wybrać to jedno jedyne miejsce, które wywarło na mnie największe wrażenie to była by to.. GÓRA- Rigi!





            Jako dziewczynę z pojezierza zawsze ciągnęło mnie w góry. To było coś dalekiego, nieznanego. A ja bardzo lubię to co nie znane. Co mogę odkrywać!
Tak było w tym przypadku. To właśnie w Szwajcarii miałam pierwszy kontakt z górami, i to od razu jakimi. Miałam Alpy w zasięgu ręki.



            Tego dnia ruszając z domu miałyśmy pewne obawy. Pogoda była mglista i było prawdopodobne, że na górze niewiele zobaczymy. Cóż- trzeba było spróbować.
            Już gdy dojechałyśmy pociągiem do miejsca, gdzie miałyśmy wsiąść w wagonik górskiej kolejki, zachwyciło mnie to miejsce.

Mam niesamowitą słabość do przeróżnych kamieniczek, wąskich uliczek, ale także takich malutkich miasteczek i wiosek, które ukryte gdzieś w cieniu innych atrakcji, gdy już tam zawitamy pokazują nam coś pięknego!
Mi w tym miejscu niesamowicie spodobał się ten kościół!


            Wsiadłyśmy w kolejkę, której wagonik piął się konsekwentnie w górę. Po drodze rzeczywiście mleko. Było widać niewiele, jednak… z każdym metrem bliżej szczytu jakby się wypogadzało!

Mgła się rozchodziła i wyłaniały się piękne widoki. Byliście kiedyś w niebie? Dla mnie ta góra była takim miejsce! Podróż w chmurach!



Piękne słońce, wierzchołki gór wyłaniające się z puchowej pierzynki, każdy metr to coś nowego, co sprawiało, że miałam oczy jak dwa węgielki, a szczękę coraz bliżej ziemi!



            Gdy już postawiłam nogę na stałym lądzie… poczułam zimno! Odstawiłyśmy się na pogodę z dołu, a prawdę mówiąc było tam ZIMNO!
Nie było czasu na zwracanie na to uwagi. Ruszyłyśmy ku centralnemu punktowi dość popularnej wśród turystów góry. Ma ona 1797m wysokości i nazywana jest Królową Gór.



Co mnie zaskoczyło? Pędzone przez pasterza i jego psy stado krów!
Dosłownie pod nosem przechadzających się turystów!




            Dochodząc do krawędzi, w dole podziwiać można rozciągające się dookoła Jezioro Czterech Kantonów! Chmury i mgła przesłaniały niektóre jego części, za to inne było widać bez problemu. Wody jeziora, okoliczne miejscowości. Ma to w sobie coś! Uczucie.. nieba!




Poczułam tam coś dziwnego. Jakby świat jeszcze bardziej stanął otworem. Wszystko było „na wyciągnięcie ręki”.



            Zbierając się w dalszą drogę wchodziłyśmy ponownie w wielką mgłę. Mijające nas pociągi.










Trasa mijała szybko i była niesamowicie przyjemna.
Trochę szlaku wśród skał, trochę łąkami. Można tak iść i iść. Naprawdę!






            W którymś miejscu minęłyśmy stado pasących się krów. Słychać je już z daleka. Podobno każda ma charakterystyczny dla konkretnego stada dzwonek, a dobry pasterz zawsze odróżni dźwięk swojego dzwonka.
Te wyraźnie bawiły się z nami w chowanego i pozowały do zdjęć chowając się we mgle, a na dodatek za gałązkami drzew!




            Ostatecznie z góry miałyśmy zjechać kolejką linową,a z moim lękiem wysokości… była to naprawdę walka ze sobą! Lubię się przełamywać, ale z tym jest jednak ciężko.

Co prawda podejmując decyzję czy chce czy nie, długo się nie wahałam, jednak byłam pewna, że jak przyjdzie co do czego to znów pojawi się to głupie uczucie.

Doszłyśmy do stacji początkowej. Wagonik już stał, ale miałyśmy jeszcze 40min. Poszłam popatrzeć na straganiki, a siostra kupić bilety. I co się okazało? Kolejka rusza za 5 min.
Nie miałam nawet czasu pomyśleć, a już byłam w środku.Może i lepiej. Strach nie zdążył się pojawić, a jaką frajdę miałam z widoków!





Wysiadając aż nie wierzyłam, że to możliwe. Ja w takiej kolejce? Prawie nierealne. Będąc na dole chciałam jeszcze!
            Już na górze było niesamowicie. Te chmury, jezioro w dole, pasące się krowy i cała ta trasa którą przeszłyśmy, a potem jeszcze ta kolejka. Zdecydowanie najcenniejsze miejsce w którym było.
Pozwoliło mi się przełamać, ale także przemyśleć wiele rzeczy. Dostrzec coś czego nie widziałam.

            Jak mam opisać w słowach coś, co zabiera słowa gdy się to widzi na żywo? Chyba się nie da!


wyjazd z dn. 29.08.2013r




P.S. Matura myślę, że poszła nie tak źle. Akurat wczoraj czytałam o pewnych rzeczach z gramatyki i bum. Dzisiaj dali. Raczej na +! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger