Sopot w jeden dzień: Spacer po Monciaku, Latarnia Morska i Molo - cz. I

Sopot- jeden z bardziej znanych turystycznych kurortów nad Zatoką Gdańską. Kojarzy się przede wszystkim z najdłuższym w Europie drewnianym molo, Krzywym Domkiem i Operą Leśną.




Jako ciekawostkę można dodać, że jest to najmniejsze miasto na prawach powiatu w Polsce (pod względem ludności).
Zazwyczaj starałam się go unikać, bo wiąże się również z tłumami turystów. Tym razem ze względu na to, że dopiero maj, a na dzień wyjazdu wybrałam wtorek postanowiłam zaryzykować!

            Udaliśmy się tam prosto z Gdyni. W moim pierwotnym planie miałam ochotę zahaczyć jeszcze o klif Orłowski, ale stwierdziłam, że zdecydowanie nie wystarczy nam wtedy czasu. I tak oczywiście wszystko było na ostatnią chwilę.
Linia nr. 21, którą można dojechać z dworca PKP (Gdynia) aż do Sopotu kursuje mniej więcej co pół godziny i mało brakowało, a byśmy musieli te pół godziny czekać na przystanku. Na szczęście się udało!
            Ok. 30 min i byliśmy na miejscu. Sopot przywitał nas słoneczną, ale i wietrzną pogodą. Ja w tym momencie odważyłam się na krótkie spodenki i ruszyliśmy!
W planach nie było niczego nadzwyczajnego.
Pierwszym "punktem" był kościół.


Spacer po Monciaku- oczywiście musiałam pocykać trochę zdjęć. 


Szczególnie chciałam uchwycić Krzywy Domek!



W międzyczasie kupiliśmy jeszcze trochę pamiątek; pocztówki i magnesy, a Kamil dodatkowo kupił sobie świetny portfel- o dziwo wydał zaledwie 15zł!!

            Słońce tak przyjemnie grzało, niebo się wypogodziło. Krótki spacer po placu przed Domkiem Zdrojowym i okolicy.








Następnie udaliśmy się na Latarnię Morską.


Bilet ulgowy kosztuje 3zł. Naprawdę warto wydać te pieniądze. Widoki z góry są niesamowite!!


Nie jest ona bardzo wysoka, ale wystarczy, by zobaczyć piękno bliższej i dalszej okolicy.
Molo prezentuje się nieziemsko.


Główny deptak również całkowicie inaczej wygląda z góry.



Klif tym razem lekko przymglony, ale również majestatycznie unosił się nad taflą wody.



Po przeciwnej stronie, zorientowani od razu dostrzegą również Stadion! Pięknie prezentują się tego jego złote ściany (?).



Od Pana będącego również na wieży zasłyszałam, że w oddali widać Hel. Faktycznie było coś takie mocno zamglone w oddali, ale czy to na pewno był Hel to na 100% pewna nie jestem.

Ale czy trzeba szukać czegoś więcej? Zobaczcie sami jaka piękna plaża, jasny piasek, delikatnie falujące morze...jak dla mnie obrazek bajka!


Długo mogłabym tam siedzieć, podziwiać to wszystko.
Naprawdę spędziliśmy tam chyba z 20 min.
Wychodząc dostaliśmy również certyfikaty potwierdzające zdobycie Latarni.




Swoją drogą to naprawdę bardzo fajny pomysł i świetna pamiątka!!

            Po wyjściu udaliśmy się prosto na molo. 
No może nie tak do końca prosto, bo zeszłam dosłownie na chwilkę na plażę!




Później w kasie dowiedzieliśmy się, że niestety, w tym przypadku nie łapiemy się już na bilety ulgowe i musieliśmy zapłacić po 7,50 za wejście. Mimo wszystko uważam, że trochę sporo!

Tłumów jeszcze aż takich nie było i dało się spokojnie pospacerować.



Tymczasem mój kochany kolega zgłodniał i zapowiedział, że idzie po coś do jedzenia. OK. Usiadłam na ławce, wystawiłam się na słońce i czekałam.. czekałam i czekaaałam.

Później zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcie chyba z każdego miejsca, a tego dalej nie było.









Dłuuuugo czekałam, aż Pan sprzedający pamiątki w końcu podszedł do mnie i zapytał „Co młoda dama tak sama siedzi” to mu powiedziałam, że „przegrałam z jedzeniem”, zaczął pytać czy z Trójmiasta, a ja powiedziałam, że nie, to stwierdził, że na pewno jestem z dolnego śląska, że NA PEWNO Wrocław.
Haha w sumie nawet blisko nie był, ale Wrocław uwielbiam ;)

Po kilkudziesięciu minutach na molo, gdy zrobiło mi się już trochę zimno podreptaliśmy na skm’kę - by jako ostatni punkt naszego wyjazdu odwiedzić Gdańsk.

Zdecydowanie warto było spędzić te kilka godzin właśnie w Sopocie!

P.S. Post dodany na szybciutko. Teraz uciekam. Wracam w czwartek. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger