Gdańsk w jeden dzień: Od Bramy Wyżynnej do Zielonej Bramy.

Gdańsk w jeden dzień: Od Bramy Wyżynnej do Zielonej Bramy.

            Trzecim i ostatnim etapem naszej jednodniowej wizyty w Trójmieście był oczywiście Gdańsk.



Wydaje mi się, że jest to najczęściej i najbardziej tłumnie odwiedzane miasto aglomeracji.
Być może przez długą historię i liczne zabytki, do tego piękna starówka, ale także nowoczesne obiekty. Wszystko tam współgra i jest dostosowane do przyjeżdżających turystów. Gdynia jest piękna, ale nowoczesna. Nie ma takiej historycznej nuty, a Sopot wydaje mi się, że wciąż jest kojarzony głównie z plażami, wypoczynkiem i nocną zabawą.
Tak w mojej opinii oczywiście.

            My wizytę w Gdańsku rozpoczęliśmy od niezdecydowania odnośnie dworca na którym mamy wysiąść. Nie byłam w tym mieście tak dawno, że nawet nie wiedziałam, że uruchomili nowy: „Gdańsk-Śródmieście”. Nie chcieliśmy jednak ryzykować i wysiedliśmy na Głównym, by dobrze znaną trasą udać się na starówkę.

Na początku myśleliśmy nad wejściem na wieżę Bazyliki Mariackiej, jednak niestety moje kolano miało już dość takich wyzwań na ten dzień i musieliśmy odpuścić. :(

            Finalnie postawiliśmy na najzwyklejszy spacer, który rozpoczęliśmy pod Bramą Wyżyną. 


Spotkaliśmy się tam akurat z jakąś wycieczką i przez pewną chwilę rozbiegane dzieci uniemożliwiły zrobienie jakiegokolwiek zdjęcia, więc w tym czasie wstąpiliśmy do informacji turystycznej.
Nie mieli w niej nic, co by nas wyjątkowo zainteresowało, jednak wychodząc grupa była już w miarę ustawiona i dało się przejść.




            Kilka zdjęć i ruszyliśmy dalej, we wcześniej obranym kierunku!


Po drodze mijając piękne kolorowe kamienice byłam naprawdę pod wrażeniem.





Który to już raz je widziałam, a wciąż robiły na mnie ogromne wrażenie.
Te wszystkie kolory, zdobienia, ozdobne wykończenia.. coś pięknego! Polecam każdemu zwolnić i przyjrzeć im się dokładniej. Naprawdę warto. Czasami można wyłapać takie szczególiki, które dodają jeszcze większego uroku!



            Idąc ulicą Długą fajnie jest także zajrzeć w te odbijające od niej uliczki. Są to zakątki mniej znane, nie odkryte aż tak przez turystów, a skrywają wiele magicznych niespodzianek.


            Chociaż było bardzo ciepłe, słoneczne popołudnie i część ludzi wyszła na miasto to nie było tłumów. Na pewno nie tych porównywalnych z tymi w czasie Jarmarku Dominikańskiego!
W 2014 roku naprawdę nie było w tym czasie- szczególnie na Długiej- gdzie szpilki wcisnąć. Ciasno, duszno i ogólnie nieprzyjemnie do zwiedzania.

Tym razem atmosfera była bardzo sympatyczna! Nie byliśmy sami, ale dało się zwolnić kroku, zatrzymać na chwilę, rozejrzeć.. spokojnie pooglądać wszystko to co nas interesowało.





            W końcu dotarliśmy pod Fontannę Neptuna. 



Tam trafiliśmy na 2 czy 3 wycieczki, więc przez chwilę zrobiło się tłoczno, jednak dzieciaki zaraz dostały czas wolny i rozbiegły się po sklepach, a my mogliśmy na spokojnie zrobić kilka zdjęć i w końcu przyjrzeć się wszystkiemu temu, czego wśród tłumów nie widać!






            Później dokładnie tak jak te dzieci wstąpiliśmy do sklepiku z pamiątkami.
Pocztówki i magnes wystarczyły. Kamil uparł się jeszcze na „żabkę na szczęście”, którą dostałam w prezencie na maturę. Dokładniej 4, które wtedy miałam jeszcze przed sobą.


            Po tych szybkich zakupach poszliśmy dalej w kierunku Zielonej Bramy. 



Tam urzekł mnie pewien śpiewający i grający chłopak. Na kartoniku miał napisane żeby się na chwilę zatrzymać i posłuchać i przyznam, że zrobiłam to z chęcią! Od tak. Naprawdę przyjemna nuta, fajny głos.. Czy tak naprawdę, na co dzień zwracamy na to uwagę? Niestety, ale prawda jest taka, że nie, a ja się zwyczajnie w świecie wzruszyłam.

Dla mnie chwila wytchnienia po dosyć długim dniu w naprawdę przyjemnych rytmach. Miał talent!
Mam nadzieję, że ktoś to dostrzeże i kto wie. Może niedługo będzie śpiewał gdzie indziej niż na ziemi w Gdańskiej Bramie! ;)

Tym czasem kończę pierwszą część relacji z Gdańska. 


W następnym wpisie pokażę Wam spacer nabrzeżem. Mam nadzieję, że się Wam spodoba.

Pozdrawiam serdecznie ;)
Sopot w jeden dzień: Spacer po Monciaku, Latarnia Morska i Molo- cz. II

Sopot w jeden dzień: Spacer po Monciaku, Latarnia Morska i Molo- cz. II

            Identycznie jak w przypadku Gdyni chcę pokazać Wam dzisiaj kolejne zdjęcia z Sopotu.
Również jest ich kilka, ponieważ pogoda była naprawdę przepiękna, a turystów jeszcze nie tak wielu.

Dzisiaj w Sopocie zapewne tłumy, może nawet ktoś z Was właśnie tam jest. Porównajcie więc czy jest różnica ;)

Zapraszam do oglądania. ;)

























Pozdrawiam, do napisania ;)
Sopot w jeden dzień: Spacer po Monciaku, Latarnia Morska i Molo - cz. I

Sopot w jeden dzień: Spacer po Monciaku, Latarnia Morska i Molo - cz. I

Sopot- jeden z bardziej znanych turystycznych kurortów nad Zatoką Gdańską. Kojarzy się przede wszystkim z najdłuższym w Europie drewnianym molo, Krzywym Domkiem i Operą Leśną.




Jako ciekawostkę można dodać, że jest to najmniejsze miasto na prawach powiatu w Polsce (pod względem ludności).
Zazwyczaj starałam się go unikać, bo wiąże się również z tłumami turystów. Tym razem ze względu na to, że dopiero maj, a na dzień wyjazdu wybrałam wtorek postanowiłam zaryzykować!

            Udaliśmy się tam prosto z Gdyni. W moim pierwotnym planie miałam ochotę zahaczyć jeszcze o klif Orłowski, ale stwierdziłam, że zdecydowanie nie wystarczy nam wtedy czasu. I tak oczywiście wszystko było na ostatnią chwilę.
Linia nr. 21, którą można dojechać z dworca PKP (Gdynia) aż do Sopotu kursuje mniej więcej co pół godziny i mało brakowało, a byśmy musieli te pół godziny czekać na przystanku. Na szczęście się udało!
            Ok. 30 min i byliśmy na miejscu. Sopot przywitał nas słoneczną, ale i wietrzną pogodą. Ja w tym momencie odważyłam się na krótkie spodenki i ruszyliśmy!
W planach nie było niczego nadzwyczajnego.
Pierwszym "punktem" był kościół.


Spacer po Monciaku- oczywiście musiałam pocykać trochę zdjęć. 


Szczególnie chciałam uchwycić Krzywy Domek!



W międzyczasie kupiliśmy jeszcze trochę pamiątek; pocztówki i magnesy, a Kamil dodatkowo kupił sobie świetny portfel- o dziwo wydał zaledwie 15zł!!

            Słońce tak przyjemnie grzało, niebo się wypogodziło. Krótki spacer po placu przed Domkiem Zdrojowym i okolicy.








Następnie udaliśmy się na Latarnię Morską.


Bilet ulgowy kosztuje 3zł. Naprawdę warto wydać te pieniądze. Widoki z góry są niesamowite!!


Nie jest ona bardzo wysoka, ale wystarczy, by zobaczyć piękno bliższej i dalszej okolicy.
Molo prezentuje się nieziemsko.


Główny deptak również całkowicie inaczej wygląda z góry.



Klif tym razem lekko przymglony, ale również majestatycznie unosił się nad taflą wody.



Po przeciwnej stronie, zorientowani od razu dostrzegą również Stadion! Pięknie prezentują się tego jego złote ściany (?).



Od Pana będącego również na wieży zasłyszałam, że w oddali widać Hel. Faktycznie było coś takie mocno zamglone w oddali, ale czy to na pewno był Hel to na 100% pewna nie jestem.

Ale czy trzeba szukać czegoś więcej? Zobaczcie sami jaka piękna plaża, jasny piasek, delikatnie falujące morze...jak dla mnie obrazek bajka!


Długo mogłabym tam siedzieć, podziwiać to wszystko.
Naprawdę spędziliśmy tam chyba z 20 min.
Wychodząc dostaliśmy również certyfikaty potwierdzające zdobycie Latarni.




Swoją drogą to naprawdę bardzo fajny pomysł i świetna pamiątka!!

            Po wyjściu udaliśmy się prosto na molo. 
No może nie tak do końca prosto, bo zeszłam dosłownie na chwilkę na plażę!




Później w kasie dowiedzieliśmy się, że niestety, w tym przypadku nie łapiemy się już na bilety ulgowe i musieliśmy zapłacić po 7,50 za wejście. Mimo wszystko uważam, że trochę sporo!

Tłumów jeszcze aż takich nie było i dało się spokojnie pospacerować.



Tymczasem mój kochany kolega zgłodniał i zapowiedział, że idzie po coś do jedzenia. OK. Usiadłam na ławce, wystawiłam się na słońce i czekałam.. czekałam i czekaaałam.

Później zdążyłam jeszcze zrobić zdjęcie chyba z każdego miejsca, a tego dalej nie było.









Dłuuuugo czekałam, aż Pan sprzedający pamiątki w końcu podszedł do mnie i zapytał „Co młoda dama tak sama siedzi” to mu powiedziałam, że „przegrałam z jedzeniem”, zaczął pytać czy z Trójmiasta, a ja powiedziałam, że nie, to stwierdził, że na pewno jestem z dolnego śląska, że NA PEWNO Wrocław.
Haha w sumie nawet blisko nie był, ale Wrocław uwielbiam ;)

Po kilkudziesięciu minutach na molo, gdy zrobiło mi się już trochę zimno podreptaliśmy na skm’kę - by jako ostatni punkt naszego wyjazdu odwiedzić Gdańsk.

Zdecydowanie warto było spędzić te kilka godzin właśnie w Sopocie!

P.S. Post dodany na szybciutko. Teraz uciekam. Wracam w czwartek. ;)

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger