Berno- szwajcarska stolica. Dzień 1

            Berno- jak większość z Was wie, to stolica Szwajcarii. 
Miasto leży nad rzeką Aare dzielącą je na dwie części połączone mostami, co w efekcie zapewnia nam niesamowite widoki i charakterystyczny klimat. Dla mnie to również miasto… niedźwiadka, przez wszechobecne miśki ;)

            Według legendy założył je w 1191 roku książę Bertold V von Zähringen i nazwał je Bern (niem. Bär – niedźwiedź), gdyż zabił tam niedźwiedzia podczas polowania.

Dziś niedźwiedź znajduje się w miejskim herbie i jest maskotką miasta. 



Od XIX wieku na wybiegu nad rzeką Aare (w formie fosy, stąd niem. Bärengraben) trzymane są niedźwiedzie. (więcej o tym napiszemy Wam już w najbliższym poście!)

Dawniej miasto to znałam jedynie z pocztówek od siostry, więc strasznie nie mogłam się doczekać, kiedy zobaczę je na żywo!

            Pierwszy raz zobaczyłam je już 2 dnia pobytu, gdy wracałyśmy z Interlaken, jednak to nie był dzień na zwiedzanie stolicy, a jedynie spacer pod Parlament i do punktu z którego rozciągały się niesamowite widoki, a także było widać nasz dom!



            Mieliśmy w planach wypad na lodowiec, jednak bilety są tam drogie, a pogoda była..marna;(
Szkoda było wydawać na wszystko sporej sumy, gdy mieliśmy zobaczyć tylko jakąś część tego, co można tam zobaczyć w piękne, bezchmurne dni!

            Wybór padł więc na to co mieliśmy najbliżej i nawet pogoda nie miała większego znaczenia.
Pewnie, że przyjemniej spacerowałoby się w promieniach słońca, jednak było na tyle przyjemnie ciepło, że wycieczka do centrum była świetną opcją! Poczekaliśmy aż trochę przestanie padać i wyruszyliśmy w drogę!

            Już od początku miasto wywarło na mnie wrażenie. 
Szklany dworzec, szerokie ulicy, gdzie mimo dużego ruchu zarówno kierowcy jak i piesi potrafili „żyć w zgodzie” bez niemiłych sytuacji. To było coś nowego, co bardzo rzuciło mi się w oczy porównując do tego co znam stąd!





            Wchodząc w część starówki nie nastawiałam się na nic konkretnego- chciałam po prostu żeby mnie zaskoczyło. I faktycznie tak było!
            Miejsce to wpisane jest na listę dziedzictwa kultury UNESCO

Pomimo tego, że na zdjęciach miejsca te mogą wydawać się lekko ponure, bo faktycznie słońca było wtedy jak na lekarstwo- to sam wygląd budynków, specyficzny układ i zabudowa uliczek, kolorowe zdobienia oraz zasłonki i … okiennice wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie.




            Z biegiem czasu nawet pogoda zaczęła się poprawiać, co bardzo mnie ucieszyło, a wszystko dookoła stawało się jeszcze piękniejsze.




Zeitglockenturm
     Wieża zegarowa z 1530 roku, niegdyś była częścią bramy miejskiej, a obecnie cztery minuty przed każdą pełną godziną poruszają się figurki zegara, odgrywając kilkuminutowe przedstawienie. Zegar spóźnia się ok. 3 minuty na rok.



Takie fontanny spotkacie w Bernie na każdym kroku. 
Na ulicach Marktgasse i Kramgasse w odległości 150 m od siebie usytuowanych jest jedenaście ΧVІ-wiecznych fontann z figurami.




Dodatkowo widok na rzekę..


Jeśli się dobrze przyjrzycie, to na środku zobaczycie taką czarną plamkę.
To kolejny niedźwiadek ;)



Dachy domów widziane z miejsc znajdujących się wyżej tworzą pewien charakterystyczny układ, coś jakby wzór, który ja uwielbiam.
Wszystkie są w zasadzie w jednym kolorze, budowane tej samej wysokości tworzą poukładaną całość, a do tego ta zieleń- coś niesamowitego. ;D









            Po godzinie zwiedzania, a może dwóch… trzech? Nie wiem! Czas leciał tam tak szybko, więc trzeba było w końcu zatrzymać się na chwilę i złapać oddech.
Wybraliśmy restaurację z pięknym widokiem na rzekę i miasto- Altes Tramdepot. Polecam każdemu tam zajrzeć.

            Dzień powoli szedł ku wieczorowi, więc czas na drobne zakupy i powrót do domu.


            Pamiętam, że wróciłam wtedy naprawdę zmęczona, a mimo wszystko musiałam „przejrzeć w głowie” wszystko czego doświadczyłam, a było tego co nie miara!

  
wyjazd z dn. 24.08.2013r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger