Trójmiasto w 3 częściach- stadion, morze i mecz naszych młodych szczypiornistów podczas ME U18 (cz.I)

Obie lubimy morze, ja w Gdańsku czuję się jak w domu, Gdynię zawsze też uwielbiałam, a wakacje bez przynajmniej krótkiego wypadu nad morze to wakacje stracone.



Dłuższy czas myślałyśmy nad jakimś kilkudniowym wyjazdem, jednak to nie jest takie proste, gdy ma się trochę ograniczony budżet.

Ceny wakacyjnego noclegu w nadmorskim kurorcie są dosyć wygórowane i jeśli miałyśmy przez to zrezygnować z kilku innych wyjazdów to nie wchodziło to nawet w grę.

Jakiś czas wcześnie dowiedziałam się, że w Trójmieście rozgrywane będą ME juniorów w piłce ręcznej, Polacy w grupie z Niemcami do tego w mojej ukochanej hali w Gdyni.

Mam do niej sentyment, wiąże się z nią wiele cudownych wspomnień, zresztą sama piłka ręczna już nie pozwalała mi odpuścić tej kwestii! Nasi mieli grać swój mecz późnym popołudniem, więc nawet nie było szans wrócić normalnie do domu.

 Kombinowałyśmy na wszystkie możliwe sposoby, jednak gdy okazało się że nocny autobus kosztuje 50 zł za osobę to była już przesada. Za drogo!
Siostra podrzuciła mi pomysł żeby posprawdzać w akademikach.
I to był strzał w 10!

Już kilka dni później miałyśmy zarezerwowany pokój właśnie w akademiku.  2 osobowy, z umywalką, dostępem do kuchni i łazienki za 35zł od osoby za dobę.

Lokalizacja wydawała się dosyć dobra, chociaż dokładnie nie wiedziałam, gdzie znajduje się nasz akademik...
Dzień przed wyjazdem spakowałyśmy najpotrzebniejsze rzeczy (łącznie z kocem) do jednego plecaka, by już z samego rana siedzieć w pociągu do Gdańska.


Naszą wyprawę zaczęłyśmy od informacji turystycznej na dworcu, gdzie kupiłyśmy Gdańską Kartę Turysty (nasza z opcją komunikacją) w ramach której miałyśmy wiele zniżek oraz nieograniczone przejazdy komunikacją miejską przez 72godz. (skm’ka, autobusy, tramwaje)
Wersja ulgowa takiej karty kosztowała wtedy 33 zł.

Chwilę później udałyśmy się w kierunku naszego pierwszego celu, którym był stadion.
Dojeżdżając tam tramwajem na miejscu byłyśmy bardzo szybko.
Sam obiekt już z zewnątrz wygląda imponująco!


Bilet ulgowy na zwiedzanie kosztował  10zł.

Weszłyśmy na trybuny. Murawa akurat przygotowywana była do koncertu, jednak nawet samo przejście się między sektorami i wejście pod dach stadionu dostarczyło wiele emocji. 
Wszystko wyglądało pięknie.  Zielona trawa, kolory krzesełek, promienie słońca i błękit nieba przeplatany puchatymi obłokami cudownie ze sobą współgrały.




Prosto ze stadionu udałyśmy się do naszego akademika.
Z autobusu wysiadłyśmy dosłownie na przeciwko niego.
Nie tracąc czasu zostawiłyśmy rzeczy i ruszyłyśmy z powrotem na miasto.
Tym razem naszym celem była Gdynia.

Z akademika miałyśmy świetne połączenia. Dosłownie 3 min. do tramwaju, którym można było dojechać na dworzec główny w Gdańsku i nad morze w Jelitkowie.
My wysiadłyśmy na pętli w Oliwie, skąd spacerem doszłyśmy do dworca kolejowego.
Kilka minut skm'ką i byłyśmy w Gdyni.

Najważniejszym wydarzeniem tego dnia miał być oczywiście mecz naszych młodych szczypiornistów, jednak do tego zostało jeszcze trochę czasu.
Bardzo chciałyśmy odwiedzić oceanariumjedna widząc tłumy oczekujące w kolejce do wejścia szybko zrezygnowałyśmy...
Pozostał nam czas do zagospodarowania. Nie ma nic lepszego jak po prostu spędzenie go nad brzegiem morza. 
Mimo tłumów przyjemnie jest wsłuchać się w szum fal, poczuć przyjemny wiatr na twarzy. 
My przysiadłyśmy gdzieś na brzegu i korzystałyśmy z przyjemnej pogody:)







Morze, statki i typowe punkty tej właśnie okolicy.






 Wszystko to było, jednak mimo wszystko największą frajdę sprawiało nam patrzenie gdzieś tam w horyzont. Podziwianie piękna tego miejsca.



Czas minął tam bardzo szybko. Nadeszła nasza godzina zero.
Pora było się zbierać. Wzgórze św. Maksymiliana znałam już od dłuższego czasu, a hale naprawdę bardzo lubię. Wspomnienia swoje robią, więc wiele radości dała mi możliwość powrotu tam.


Na meczu tłumów nie było się co spodziewać. Same wybrałyśmy się tam z tęsknoty za piłką, za halą, o turnieju wiedziałyśmy tyle co nic, jeszcze mniej o naszej kadrze, jednak obie bardzo cieszyłyśmy się na ten mecz.

Grały przeciwko sobie kadry Polski i Niemiec.



Było sporo ciekawych akcji, walki i wiele emocji.

       










W pewnym momencie na hali pojawiły się całą grupą jakieś dzieciaki, które zrobiły dużo „zamieszania” przez co był także głośny doping i wydawało się jakby to nie był turniej młodzieżowy.

Spotkanie wygrali Niemcy. Porażka Polaków zasmuciła, jednak trochę rekompensowała nam wygrana właśnie ich. Niestety po takim czasie nie pamiętamy już z niego więcej szczegółów.  :(



Najlepszym graczem tego spotkania w naszej drużynie wybrano Maćka Majdzińskiego.




Wychodząc z hali było już dosyć późno dzięki temu mogłyśmy nacieszyć się Gdynią w nocy.
Do akademika dotarłyśmy koło północy, zjadłyśmy nasze ulubione sushi i byłyśmy już tak padnięte, że marzyłyśmy tylko o tym żeby się w końcu położyć!


Na koniec zostawiamy Was z trochę większą ilością zdjęć z meczu ;)













wyjazd z dn. 14.08.2014r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger