Trójmiasto w 3 częściach - dzień wyjazdu, tłumy na starówce i panorama miasta. (cz.III)

                Dwa intensywne dni w Trójmieście minęły bardzo szybko. W tym czasie nie miałyśmy ani chwili na nudę, a teraz nadszedł ten najgorszy dzień w którym trzeba było się spakować i wracać do domu... Z akademika musiałyśmy się wymeldować przed 10, jednak do Olsztyna postanowiłyśmy wracać dopiero po 18, co dało nam jeszcze trochę czasu do wykorzystania.
Tym razem chciałyśmy poświęcić go na zwiedzanie.
Mimo faktu, że Gdańsk znam jak własne miasto, spędziłam tam wiele czasu to zawsze znajdzie się tam coś nowego, ciekawego, co zaskakuje!



                Prosto z akademika udałyśmy się skmką na dworzec główny.
Akurat w tym czasie w mieście trwał Jarmark Dominikański, więc na ulicach były tłumy turystów.
Najpierw przekonałyśmy się o tym w skmce, a później na dworcu, gdzie przyszło nam czekać ponad 40 min na zwolnienie się jakiejkolwiek szafki na bagaż. W pewnym momencie szkoda nam było czasu i już chciałyśmy zrezygnować, jednak z rzeczami jeszcze ciężej byłoby się przeciskać przez zatłoczone ulice.
Po dłuższej chwili cierpliwości, gdy udało się zostawić rzeczy, niezwłocznie ruszyłyśmy w kierunku starówki.

Pierwszym naszym celem było Muzeum Bursztynu. 
Ostatni raz byłam tam dosyć dawno i zaskoczyło mnie to jak nowocześnie jest to teraz zorganizowane. Jest wiele ekspozycji tak jak kiedyś, jednak wszystko wzbogacone o multimedialne załączniki.
Ekspozycje są naprawdę interesujące. Możemy zobaczyć tam m.in. duże bryły bursztynu, ale również przeróżne przedmioty z niego wykonane; od tych ozdobnych po takie użytkowe.




My znalazłyśmy tam kilka perełek, które nam się szczególnie spodobały.






W tym samym budynku znajduje się również punkt widokowy z którego można podziwiać sporą część miasta.



Po wyjściu z Muzeum udałyśmy się dalej. Nie miałyśmy jasno określonego celu, który musimy „koniecznie” odwiedzić. Miał to być „luźny” spacer (o ile można mówić o jakimkolwiek luzie przy Jarmarku)… W drodze do Ratusza Głównego Miasta zaszłyśmy jeszcze do Manufaktury Słodyczy, gdzie zatrzymałyśmy się na chwilę obserwując produkcję ręcznie robionych cukierków.


W czasie tego pokazu obserwować można kolejne etapy takiej produkcji, a na koniec nawet spróbowałyśmy kilku wyrobów. W tym samym miejscu znajduje się również sklepik, jednak nas skutecznie odstraszyły ceny.

Po tym krótkim przystanku dotarłyśmy do Ratusza. Niestety pogoda w tym czasie zaczęła się psuć. Nad miasto nadciągnęły ciemne chmury co nie wróżyło nic dobrego… My nie chciałyśmy  zwiedzać muzeum znajdującego się w środku, a jedynie wdrapać się na wieżę i zobaczyć jeszcze więcej miasta.




Udało nam się dosłownie w ostatniej chwili. Widoki tam są fajne, chciałoby się spędzić więcej czasu, poobserwować życie miasta, jednak my tym razem nie miałyśmy takiej możliwości.
Ledwo co zdążyłyśmy wejść, zrobić kilka zdjęć i już zaczęło padać. Nie był to mocny deszcz, ale oznaczał, że trzeba będzie schodzić na dół…

Kiedy już zeszłyśmy do wyjścia okazało się, że lekki deszczyk przeszedł w dosyć porządną ulewę. Trzeba było zaczekać aż przejdzie, a nawet po deszczu zrobiło się tak szaro i nie za przyjemnie….

                Pogoda nie chciała się poprawiać, więc podjęłyśmy decyzję o szybszym powrocie do domu. Pospacerowałyśmy jeszcze chwilę po starówce i poszłyśmy nad brzeg Motławy.









                Ostatnim punktem- już w drodze do dworca- był kościół Mariacki. Zaszłyśmy do środka i akurat zaczęło znowu mocniej padać, tak więc zwiedzanie połączyłyśmy z ukryciem się przed deszczem.

Wnętrze Bazyliki jest naprawdę piękne. Liczne obrazy, witraże i ołtarzyki zachwycają i Polskich i zagranicznych turystów.






W tym czasie prezentowana była również wystawa dotycząca „Solidarności”. Ku naszej radości pewna Niemka poprosiła nas o opowiedzenie jej treści z plakatów.

Tym miłym akcentem w zasadzie zakończyłybyśmy zwiedzanie. Teraz zostało nam tylko przebicie się przez tłumy.
Straganiki poustawiane z dwóch stron uliczek (w większości bardzo wąskich) nie ułatwiały zadania. Było ciasno, mokro i duszno. Jedyne o czym się marzyło to, żeby już w końcu uciec z tego tłoku.

Po drodze jeszcze ostatni zabytek.


Gdy już to się udało pozostało nam wsiąść w powrotny autobus do domu i pożegnać się z Trójmiastem.
Jak zawsze smutno wracać, ale przecież trzeba….


Trzy dni w Trójmieście były naprawdę bardzo udane. Mnie najbardziej cieszy możliwość spędzenia czasu na hali oraz na Gdyńskim wybrzeżu, jednak wszystko w tym wyjeździe było naprawdę fajne. Miło będę także wspominać nocleg w akademiku. Zawsze to coś innego ;)

wyjazd z dn. 16.08.2014r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger