Nowy tydzień niesie zmiany- najważniejszy "plastik" w życiu! ;D

                Zaczyna się nowy tydzień- już teraz w pełni szkolny. Dla większości jest to tylko kolejny, zwyczajny wrześniowy poniedziałek niewyróżniający się w zasadzie niczym. Dla innych być może jest to początek czegoś nowego- nowa praca, nowa szkoła czy przeprowadzka, a może jeszcze coś innego. Być może jest tu osoba, która ten dzień również traktuje wyjątkowo- tak jak ja! Mam nadzieję, że właśnie tak jest! ;)

                Większość twierdzi, że poniedziałek nie może być fajny- ja dzisiaj chciałabym stwierdzić inaczej! Ten rozpoczynający się tydzień będzie w jakimś stopniu całkowicie inny od wszystkich wcześniejszych w moim życiu… można powiedzieć, że z nowym tygodniem w dorosłość!
5 września 18 lat temu w Olsztyńskim szpitalu zachciało mi się na świat… Wtedy zaczęła się pisać taka, a nie inna historia ze mną „w roli głównej”.

Niby takie rozmyślania mogą wywoływać mieszane uczucia, uderza fakt biegnącego czasu- jeszcze tak nie dawno było się małym beztroskim dzieckiem, pamiętam jak dmuchałam świeczki na torcie na 10 urodziny- wydaje się jakby to było wczoraj… a minęło już tyle czasu!

Od czasu gimnazjum zaczęłam żyć całkowicie po swojemu i do dzisiaj bardzo dobrze mi z tym. Jeśli popełnia się błędy trzeba za nie płacić- mówią, ja mówię- bardzo dobrze. Wiele mnie to nauczyło, zbudowało to jaką jestem teraz i jestem wdzięczna moim rodzicom, że pozwolili mi je popełniać, a później nie chronili mnie przed odpowiedzialnością. Każdego dnia czerpię z tego co narozrabiałam i co dzięki temu mogłam dostrzec.

Mówią, że 18 to nie wszystko, że dowód nic nie znaczy i ja się z tym zgadzam w 100%!
Dla mnie również znaczy on tyle, co możliwość spokojnego przekroczenia granicy.
Jest jednak inny „plastik”, na którym zależało mi najbardziej na świecie… być może część z Was od razu domyśliła się, o co chodzi, innym być może nawet nie przyszło to do głowy… PRAWO JAZDY!

                Od małego spędzałam niezliczone godziny w aucie. Poza halą- można powiedzieć był to mój drugi dom! Wyjazdy do rodziny, dojazdy do szkoły, wypady ze znajomymi czy inne okazje. Kiedy tylko się dało! Uwielbiałam po szkole biec do taty do pracy i jeszcze chociaż trochę czasu z nim pojeździć.
Dziennie wychodziło nawet koło 4 godz. w aucie!

Z każdy przejechanym kilometrem zagłębiałam się w to bardziej. Podobało mi się to co widziałam z okien, wolność którą czuje się z każdym kilometrem więcej na liczniku, powiew wiatru na ręce wystawionej przez boczną szybę… Potrafiłam włączyć radio, na desce wystukiwać rytm muzyki i dopytywać o kolejne szczegóły. Tak biegł czas, widząc jak wiele przyjemności jazda daje tacie, moja pasja stawała się coraz silniejsza. Można powiedzieć, że pasję do aut dostałam w genach!
Krótkie trasy już nie wystarczały, chciało się więcej i więcej- najszczęśliwsza byłam na odcinkach 150-200km i ekspresówkach. Tam dopiero czuje się magię!

                Oprócz taty pojawiali się w moim życiu kolejni ludzie, którzy kochali auta, kochali prędkości, ale także rajdy. Mniej lub bardziej ważni. Również Ci najważniejsi, którzy mieli totalnego bzika na tym punkcie. To od nich łapałam coraz większego „bakcyla”, ale także czerpałam nowe wiadomości.

Ostatnio tak naprawdę zauważyłam ile więcej wiem. Jak bardzo zmieniłam swoje postrzeganie samochodów- chociażby na ulicy. Podoba mi się to. I to bardzo!
Mogę rozmawiać o tym godzinami- może nie jest to jakaś profesjonalna rozmowa (na pewno nie techniczna dotycząca budowy), jednak swoje już wiem!
To wszystko doprowadzało do jednego- chciałam mieć własne prawko, później marzy mi się licencja rajdowa, jednak to niestety trochę kosztuje…         
                Jeśli o czymś marzy się długi czas to i strasznie czeka się na możliwość realizacji. To było takie moje wielkie marzenie- od dobrze ponad roku odliczałam dni, gdy w końcu będę mogła zapisać się na kurs, a gdy dzień ten w końcu nadszedł byłam naprawdę przeszczęśliwa z samego faktu, że jestem już tak blisko tego marzenia!

Skorzystałam z pierwszego możliwego terminu w jakim przepisy pozwalają zacząć kurs- jeszcze Pan w urzędzie dopytywał co mi się tak spieszy, że tak od razu składam papiery… Cała ja! Okazało się, że byłam najmłodszą w starostwie na kursie. Lubię „pobijać rekordy”. ;)
Mówili mi, że jestem za młoda, że nic nie wiem, ale swoje na drodze przeżyłam, swoje widziałam. Nie chciałam też czekać ani dnia dłużej!

Wykłady w trybie weekendowymminęły bardzo szybko i po dwóch tygodniach miałam teorię za sobą. Gdy ustalałam termin pierwszych jazd byłam tak szczęśliwa, że prawie co płakałam, a wsiadając po raz pierwszy do auta w końcu poczułam to wymarzone uczucie!

Byłam wolna. Ja, auto i droga przede mną. Wtedy zaczął się cudowny okres. Odpalając silnik znikało wszystko. Wszystkie problemy, choroby i inne niedogodności. Nic się nie liczyło! To było to na co tak długo czekałam! Nie ważne remonty, rozkopane całe miasto- nawet to nijak nie przeszkadzało!

Jazdy minęły jak z bicza strzelił. Egzaminy z teorii, potem jazdy…
Upragniony „POZYTYWNY”!


 Po wyłączeniu silnika prawie wyskoczyłam z auta. Euforia, łzy szczęścia… ręce trzęsły się tak, że nie byłam w stanie wybrać w telefonie numeru!
Marzenie się spełniło! Miałam w ręku papierek, na którym mi strasznie zależało. Był mój i nikt nie mógł mi go zabrać!  Długo to do mnie nie dochodziło, ale tak.. JESTEM KIEROWCĄ!
Najlepszy prezent na 18 jaki mogłam sobie podarować! ;D
To jest ten jedyny „plastik”, który ma dla mnie znaczenie!

Dzisiaj po odsiedzeniu swojego w urzędzie w końcu go odebrałam i czas zacząć z niego korzystać!


Miłego popołudnia! ;)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger