Andrychów- miasto które raz pokochałam przypadkiem, a w moim sercu jest do dziś!




Moja historia związana z Andrychowem na pewno nie należy do prostych, a o samym mieście- można powiedzieć bez grama przesady- dowiedziałam się przez zupełny przypadek i zbieg okoliczności, jednak tak mnie zauroczyło, że dziś wpadam tam jak tylko często się da!

Będzie już prawie 3 lata od momentu gdy usłyszałam o nim po raz pierwszy.
Siedziałam w swoim "domu".. Na hali, były to finały MPJ w siatkówce, akurat u mnie grała drużyna z Andrychowa, sympatyczni ludzie, mówili, że fajne miasto i jakoś tak ciekawość wygrała, była obietnica, że wpadniemy- sprawdzimy na żywo!

Pamiętam doskonale jak na geografii rozdali nam atlasy, a my z koleżanką przerzucałyśmy kartka za kartką i próbowałyśmy odnaleźć tą miejscowość, co na początku niosło ze sobą naprawdę marne skutki.
Atlas miał się zaraz skończyć, dochodziłyśmy do ostatnich stron, dla nas dziewczyn z Mazur były to już całkowicie góry, setki kilometrów od nas... my znalazłyśmy w końcu tą upragnioną nazwę, w wielkim przybliżeniu mówiąc gdzieś za Krakowem... dla nas właśnie tak to wtedy wyglądało i tak faktycznie było.

Na tamten moment żadnej realnej szansy na odwiedzenie tej miejscowości, jednak ja jak zawsze uparta obiecałam sobie już po raz drugi, że muszę tam pojechać!
Obietnica spełniła się sama- po raz kolejny przez przypadek.
Wiele zawirowań, nieoczekiwanych historii, MŚ 2014 w siatkówce i jakoś tak się stało, że w lipcu rok temu pojechałyśmy tam po raz pierwszy.

 Dla mnie było to naprawdę wielkie przeżycie- w sumie nie miałam pojęcia czego się spodziewać.
Pierwsze wrażenie... mieścinka.
Na początku tylko przejechałyśmy jadąc tamtędy do Wadowic, gdzie miałyśmy zacząć ten dzień.
Andrychów miał być naszym miastem docelowym, a z auta było ciężko odnaleźć w nim "coś więcej".

Wracając było już inaczej. Pamiętam jak dziś jak bardzo się cieszyłam na widok tabliczki z samą nazwą miejscowości. Potem to było coraz silniejsze!


Przejeżdżając przez centrum byłyśmy lekko zagubione. Nie było za bardzo informacji gdzie jest te centrum które mogłybyśmy zwiedzić, gdzie mamy zaparkować czy w ogóle co mamy oglądać.
Walczyłyśmy, wszystko zrobiłyśmy na wyczucie i do dziś się bardzo z tego cieszymy!

Nie zdążyłyśmy wysiąść z auta, a już miło powitali nas panowie strażacy.
Chwila dłużej i miałybyśmy czyściutkie auto. Ot taka Andrychowska gościnność ;D
I oczywiście strażacki "znak" z Andrychowa!


Dosłownie na przeciwko miejsca gdzie zaparkowałyśmy znajdowała się zabytkowa piekarnia o której miałam okazję już słyszeć


co prawda teraz jest nieczynna, ale jest dosyć charakterystycznym miejscem, które przedstawia większość przewodników zahaczających o to miasto.


Szłyśmy dalej w kierunku centrum


po drodze minęłyśmy urząd miejski


następnie zobaczyłyśmy andrychowską flagę


fontannę


Słońce pięknie odbijało się od budynków, wszystko miało takie cudowne kolory, jakieś cienie rzucane na fragmenty ulicy, już w tym była swojego rodzaju magia.


Powoli, podziwiając to wszystko szłyśmy dalej bardzo spokojnym wtedy miejskim deptakiem.

Po chwili zobaczyłyśmy mały skwerek, fontannę przy której przez jakiś czas bawiły się małe dzieci.


Obie lubimy takie miejsca, wręcz uwielbiamy kiedy w mieście jest dużo zieleni, wody... jest gdzie odpocząć, a nie tylko beton i beton!

Po chwili spędzonej przy wodzie ruszyłyśmy pod Pałac Bobrowskich o którym wcześniej już trochę czytałyśmy.




Już to nas zauroczyło. Pasowało nam tutaj. Te widoki, klimaty. Po prostu całe to miasto już wtedy było takie.. NASZE!
Miałyśmy już powoli wracać w kierunku auta, ale postanowiłyśmy obejść zamek dookoła.
Tak po prostu z drugiej strony dojść na parking... A tam kolejna niespodzianka!

Przechodząc natrafiamy na taki niby zwyczajny murek... Tylko NIBY jest zwyczajny!



A później.... Niesamowity park!!
Stawek, coś w rodzaju molo, chodzące kaczki, gęsi, pływające czarne i białe łabędzie






Mimo dosyć późnego popołudnia dokoła spacerowało jeszcze sporo ludzi.
Same miałyśmy ochotę na taką chwilę prawdziwego lenistwa po ciężkim dniu!
Zostałyśmy tam jeszcze przez chwilę i już wtedy naprawdę ruszyłyśmy w drogę do auta.

Zatrzymałyśmy się jeszcze koło kościoła Macieja (a to właśnie pewnego Maćka pamiętałam z tamtej drużyny najbardziej tak więc nawet to umiało dodatkowo rozbawić)





Wróciłyśmy podobną trasą zahaczając o słupek z miastami partnerskimi, gdzie nie zabrakło niemieckiego akcentu ;D


Tym zakończyłyśmy nasze pierwsze zwiedzanie Andrychowa.
Spełniło się moje wielkie marzenie!

Heh kto by pomyślał. Nigdy nie spodziewałam się, że to nastąpi tak szybko!
Jestem szczęśliwa z tego powodu. Kocham to miasto, kocham te miejsca.
Wracam tam przy każdej możliwej okazji, a gdyby się dało byłoby to jeszcze częściej.
Aż żal, że z tym miasteczkiem dzieli mnie ponad 500km ;(

Nie wiem czy Wam też się tak spodoba, czy poczujecie to co ja, to co my dwie będąc tutaj.
To miasto jest po prostu w naszych sercach, ale nawet jeśli nie zobaczycie tego tak jak my to myślę, że warto tam chociaż raz zawitać ;)

wyjazd z dn. 2.08.2014r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger