Pierwszy wspólny mecz: Polska-Niemcy

Pierwszy wspólny mecz: Polska-Niemcy

Najważniejszym punktem naszego wypadu do Trójmiasta o którym już pisałyśmy TUTAJ był oczywiście mecz naszej reprezentacji.

Hmmm w naszym przypadku można powiedzieć, że dwóch naszych reprezentacji!


Po szybkim obiedzie udałyśmy się na halę, gdzie powoli zbierały się tłumy kibiców.


Dla nas jak zawsze w przypadku takiego meczu nie było łatwo, jednak mimo całej miłości do Niemiec byłyśmy za naszymi szczypiornistami!



Zaczęło się oczywiście od rozgrzewki. Miałyśmy bardzo fajne miejsca, więc wszystko było doskonale widać.



Dla mnie osobiście można powiedzieć zaszczytem było zobaczyć na żywo osobę, która jest jednym z moich wzorów, mianowicie Johannesa Bittera.
Na tablicy wyświetliły się składy drużyn

A w telewizji rozpoczęło się studio

I takim sposobem po 6 latach gry po raz pierwszy udało mi się na żywo być na meczu kadry.
Z każdą minutą humory stawały się coraz lepsze... I chyba nie tylko nasze!

Szerokie uśmiechy na stałe zagościły na naszych twarzach. Wyczekiwanie na pierwszy gwizdek.
Będąc na hali zapomina się o wszystkim. Byłyśmy tylko my i mecz. Zero świata zewnętrznego!
Tak cudowne uczucie...

Ergo Arena powoli wypełniała się do pełna, zaczynała się rozgrzewka, później hymny… Wszystko miało tak niesamowitą atmosferę..
Ahhh!! Po raz kolejny mogłam zobaczyć jak bardzo szczypiorniak wygrywa u mnie z siatkówką.

Pierwszy gwizdek i początek walki!
Wszyscy byli gotowi do "bitwy". Drużyna na boisku, ale również wszyscy na trybunach.
Tego nie da się opisać słowami- to trzeba przeżyć!

Mecz był zacięty, wszyscy znali jego wagę. Kibice wspierali z całych sił, siedzący na ławce jeszcze zachęcali do głośniejszego dopingu...

Akcja za akcją, bramka za bramką.




Z każdą biegnącą minutą stres wzrastał, jednak mecz toczył się dalej.

A to jeden z naszych "ulubieńców" z tego spotkania.

Przerwa między akcjami? Czemu nie! W zasadzie przez cały mecz tak to wyglądało.

Mijały kolejny minuty, strasznie nerwowa końcówka.

Ciśnienie wtedy to ze 200 albo i lepiej. Nikt tak jak oni nie potrafi zapewnić kardiologom pracy!
W końcu ostatni gwizdek i zwycięstwo.
My pędziłyśmy już na pociąg i pół godziny później jechałyśmy do domu.

Do dziś to był najlepszy mecz na jakim w życiu byłam!
Ciężko jest się cieszyć z przegranej Niemców, ciężko by było z przegranej Polaków, jednak jakoś trzeba było to pogodzić... Miałyśmy świadomość jakby to wyglądało w przypadku porażki Polaków.
Później przyszła jeszcze chwila wytchnienia i myśl, że rewanż gramy w Magdeburgu, w domu… Lepiej wybrać nie mogli, ale gorzej również nie!
Nie ten termin, nie te okoliczności. Tak przykro było z tego rezygnować, jednak zawsze wszystko ma swoją cenę…

Mimo tych myśli kolejne 2 godziny w pociągu byłyśmy przeszczęśliwe, wysiadając też ludzie rzucali na nas dziwne spojrzenia, ale co tam. To nie miało znaczenia!
Z tamtym meczem zaczęło się coś nowego, przełomowego!

Każdy na pewno poczułby to inaczej.
Inaczej czułam to ja, gdzie lata temu oddałam swoje serce tej grze, inaczej ktoś kto od zawsze oglądał mecz, a inaczej ten który znalazłby się tam "przypadkiem".

Było to niesamowite popołudnie! Niezapomniane do końca życia i nic tego nie zmieni.
Ile bym dała żeby móc je przeżyć jeszcze raz wiem tylko ja!

wyjazd z dn. 7.06.2014r
Orłowski klif i Gdańska starówka.

Orłowski klif i Gdańska starówka.

Było już kilka wpisów w których pokazałyśmy Wam miejsca przez nas odwiedzane, a dziś przyszedł czas na coś szczególnego.
Szczególnego dla nas!
                Jakie znaczenie mają dla nas Niemcy i piłka ręczna opiszemy przy innej okazji, bo to jest kwestia na później i na zupełnie oddzielne wpisy, jednak przyznać trzeba, że i jedno i drugie od zawsze miało kluczowy wpływ na moje życie!

                Nasz pierwszy wspólny wyjazd spowodowany był właśnie meczem naszych szczypiornistów. Pamiętam jak dowiedziałam się, że NIEMCY grają w GDAŃSKU. Na szybko kombinowanie, a podczas jednej z rozmów spontaniczne pytanie „jedziemy?” i szybka odpowiedź „jedziemy!”.

Dziś jednak nie będzie relacji z meczu. Jako, że mam stosunkowo blisko do Trójmiasta postanowiłyśmy wykorzystać ten czas jak najlepiej i jeszcze trochę pozwiedzać.


Wszystko miałyśmy zaplanowane w zasadzie co do minuty. Z TLK wysiadłyśmy w Sopocie.
Tam szybki spacer po Monciaku, chwila na plaży i już czekałyśmy na SKMkę.

Jako, że przez dłuższy okres czasu spędzałam w Trójmieście każdą wolną chwilę mam tam wiele ulubionych miejsc. Kocham wręcz Gdańską starówkę- która dla mnie jest najpiękniejsza w Polsce, uwielbiam posiedzieć na Skwerze Kościuszki w Gdyni, pójść na mecz do hali na Wzgórzu Maksymiliana, pospacerować po zoo w Oliwie czy odwiedzić tamtejszą halę, wybrać się na mecz reprezentacji do Ergo Areny również, jednak szczególnie uwielbiam właśnie to miejsce na Gdyńskim wybrzeżu.

Po spacerze w Sopocie naszym kolejnym celem była stacja GDYNIA ORŁOWO.


Stamtąd już prostą drogą udałyśmy się na moje ulubione molo.


Jest to miejsce o wiele spokojniejsze niż np. Sopot.
Znacznie mniej ludzi, a dla mnie jest tam piękniej. Widok na Gdańską stocznię, stadion czy właśnie molo i hotel w Sopocie, ale przede wszystkim na klif!





Można tam usiąść i siedzieć. Nie chce się stamtąd nigdzie ruszać.
Czasami chciałoby się spędzić tam nawet cały dzień….


Wtedy co prawda nie miałyśmy takiej możliwości, jednak wykorzystałyśmy czas który miałyśmy do maksimum!
Trochę spaceru, trochę odpoczynku a potem jeszcze wycieczka na sam klif.




Droga jest łatwa. Weszłam na niego bez większego problemu mimo sypiącego się kolana. Nie ma nic stromego (chyba, że ktoś ma mocny lęk wysokości wtedy może się gdzieniegdzie wystraszyć podchodząc do krawędzi)

widoki z samej góry zapierają dech w piersiach!






Ciężko jest się nimi nacieszyć!
Czas jednak gonił. W planie miałyśmy jeszcze chociaż krótki spacer po starówce i obiad.
Dojechałyśmy do Gdańska i ruszyłyśmy do kolejnych punktów na naszej trasie.


Muzeum Bursztynu

Starówka





Posąg Neptuna


Wybrzeże Motławy



Drzewko szczęścia 

I ostatecznie powrót na dworzec i droga na Ergo Arenę.

Relację z meczu zaprezentujemy w najbliższym wpisie. ;)

Słonecznego dnia ;)

wyjazd z dn. 7.06.2014r
Elbląg- miasto na pograniczu dwóch województw

Elbląg- miasto na pograniczu dwóch województw

Zgodnie z naszym postanowieniem odwiedzania przynajmniej jednego nowego miejsca w miesiącu tym razem postanowiłyśmy odwiedzić m.in. Elbląg.




Miasteczko nie zbyt turystyczne, nie ma tam czegoś specjalnego co by je wyróżniało spośród turystycznych perełek, jednak korzystając z faktu, że mamy dosyć blisko postanowiłyśmy poszukać tam czegoś dla siebie.

Zawsze Elbląg traktowało się tylko jako stację w drodze na Pomorze, jednak nie tym razem!
Miasto leży na pograniczu dwóch województw.
Jest jednym z najstarszych miast w Polsce oraz najniżej położonym miastem w naszym kraju.

Na początek powitał nas nowy, zadbany dworzec, przed nim skwerek gdzie można odpocząć po podróży i średnio przyjemna pogoda...
To nas nie zniechęciło! Rzuciłyśmy okiem na plan miasta znajdujący się tuż przy wyjściu z dworca PKP i ruszyłyśmy w kierunku starówki.

Droga jest raczej prosta. Dochodzimy do ul. Grunwaldzkiej (która jest wyraźnie jedną z główniejszych dróg), a następnie skręcamy w ul. Hetmańską tam widzimy już kościół, który to leży w samym centrum rynku. Są również oznaczenia którymi możemy się kierować.

My poszłyśmy dalej szukając informacji turystycznej i skręciłyśmy w ulicę 1 Maja i nie rozczarowałyśmy się.
Jako pierwsze na naszej drodze pojawił się placyk z fontanną i miejscami gdzie można odpocząć.


Na przeciwko znajdował się również pomnik.


Idąc dalej prosto doszłyśmy do ronda, gdzie miałyśmy już nasz cel na wyciągnięcie ręki.
Po prawej stronie znajdowała się poczta, a bardziej w lewo widać było pierwsze kamieniczki i wieżę kościoła.


Schodząc trochę z głównej drogi można zobaczyć coś takiego:



Później po krótkiej wizycie na poczcie szłyśmy już prosto w kierunku starówki.

Weszłyśmy w ulicę Kowalską i w zasadzie byłyśmy na miejscu.
Rynek nie jest duży.
Dookoła pełno kolorowych- ładnie odnowionych kamieniczek, a nad wszystkim góruje potężny monumentalny kościół św. Mikołaja.



Który od strony rzeki prezentuje się tak:


Za nim znajduje się pomnik Papieża



Pospacerowałyśmy chwilę






później zaszłyśmy do informacji turystycznej znajdującej się w ratuszu miejskim.


Chciałyśmy wejść na punkt widokowy na wieży kościoła, jednak okazało się, że akurat w poniedziałki jest on zamknięty. Możemy na niego wejść od wtorku do niedzieli, a sam wstęp jest bezpłatny.

Kolejnym punktem był spacer na nabrzeże i most zwodzony.



Miałyśmy pecha i akurat, gdy dochodziłyśmy już się podnosił.


Spędziłyśmy tam chwilę i wróciłyśmy do centralnej części starówki.



Zaczynały zbierać się bardzo ciemne chmury, więc aby ukryć się przed deszczem poszłyśmy w kierunku Bramy Targowej.



Tam również znajduje się punkt widokowy na który wejdziemy bezpłatnie.


Widzimy z niego zarówno najbliższe uliczki, jak i te dalsze, ale także tereny dookoła Elbląga, gdzie zaobserwować można różnicę między równinnymi Żuławami, a pełnymi wzniesień i "falowanej" rzeźby terenu części pojezierzy.

A przed samą bramą....




Po przejściu deszczu wyszłyśmy na powrót w uliczki prowadzące między kamienicami, by skierować swoje kroki powoli w drogę powrotną ku dworcowi.


Miasto ma swoją urokliwą część. My widziałyśmy tylko te "główne atrakcje". Zapewne znalazło  by się tam coś bardziej "odkrywczego", jednak my tym razem postanowiłyśmy na taką część.

Bardzo podobały nam się kolorowe, ładnie zadbane kamieniczki, jednak miasteczko jest malutkie i nam w zupełności wystarczyło kilka godzin tam spędzonych.

Największy żal, że nie udało się wejść na wieżę kościoła- to może kiedyś przy okazji nadrobimy.

Wizytę uważamy za udaną, jednak miasto nie zachwyciło nas na tyle by planować tam kolejne wypady w najbliższym czasie.

wyjazd z dn. 20.07.2015r 
Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger