Toruń w jeden dzień.- Miasto piękne, magiczne... Z klimatem który kocham!

Cześć! ;)
Dzisiaj czas na kolejny post z naszego wyjazdu, który będzie kontynuacją naszej czerwcowej wycieczki.
Pierwszą częścią było zwiedzanie Bydgoszczy, które możecie zobaczyć tutaj, dziś natomiast pokażemy Wam trochę Torunia.




Co prawda większość miejsc to stare miasto i okolice, jednak mamy nadzieję, że się Wam spodoba. ;)

Do Torunia dotarłyśmy ok. 13:20. Chciałyśmy mieć jak najwięcej czasu na mieście, więc czym prędzej ruszyłyśmy w kierunku starówki.
Jest to o tyle przyjemne i łatwe w odnalezieniu się miejsce, że wysiadając na dworcu kolejowym "Toruń miasto", gdzie również znajduje się dworzec autobusowy, musimy jedynie wyjść z budynku, znaleźć przed sobą Wisłę i idąc jej nabrzeżem dojść do starówki.
Nie ma się jak zgubić ;)

Toruń uwielbiam od małego. Zaraz po Gdańsku jest to jedno z moich ulubionych miast w Polsce, dlatego bardzo mi zależało żeby zajechać tam chociaż na chwilę. Udało się!

Pogoda była dalej przepiękna. Było ciepło i słoneczko mocno grzało (co powoli zaczęło odbijać się na moich ramionach :p) warto było skorzystać!

Zaraz po wejściu między stare miejskie mury zobaczyłam ponownie to za co tak kocham to miasto.
Piękne budowle, mnóstwo zabytków, kolorowe kamieniczki, wąskie uliczki mające swój klimat... To wszystko ma dla mnie jakąś taką magię, jest wyjątkowe i zawsze lubię tam wracać!



Chwilę pobłąkałyśmy się po mniej znanych mi uliczkach, cichych, spokojnych- tam tak naprawdę można poczuć klimat miasta, bez tłumu turystów.




Następnym odwiedzonym przez nas miejscem by dom Mikołaja Kopernika.
W środku nigdy nie byłam, a z zewnątrz dla mnie jest to tylko jedna z wielu cudownych kamieniczek w centrum starego miasta.


Zatrzymałyśmy się tam dosłownie na chwilę. Podłączyłyśmy się na chwilę pod niemiecką wycieczkę, zrobiłyśmy zdjęcie i ruszyłyśmy dalej w kierunku Starego Rynku.




Kiedyś uwielbiałam to miejsce nie tylko za ratusz, pomnik Kopernika, osiołka czy inne piękne zabytki, ale również za to, że panował tam względny spokój jak na takie turystyczne miasto.
Nie było naustawianych tysiąca kramików, ogródków piwnych czy innego rodzaju budek handlowych.



Trochę uderzył mnie ten widok. W ciągu tych kilku lat gdy nie było mnie w Toruniu bardzo wiele się tam zmieniło. Nie koniecznie na plus.

Zrobił się tam jakiś taki tłok, ścisk. Tutaj kramik na kramiku, tam stoliki restauracyjne jeden przy drugim, a jeszcze trochę dalej 10 budek z lodami. Trochę szkoda.


Nie da się już jak dawniej po prostu iść na rynek i podziwiać piękno miasta.
Jest ono jakby przyćmione, zatarasowane. Część kamieniczek obwieszona jest reklamami....
Przyznam szczerze- mi się to bardzo nie podoba. To miejsce straciło tą "magiczną cząstkę" którą ja pamiętam z przed jeszcze kilku lat....

Po krótkim spacerze między tymi kramikami i tłumami turystów postanowiłyśmy, że dla lepszego widoku wejdziemy na wieżę ratuszową. 

Bilet ulgowy kosztował nas po 7zł.

Samo wejście jest dosyć przyjemne. Nie jest to strasznie wysoka wieża i na spokojnie można na nią wejść (nawet z małymi dziećmi).
Widoki z samej góry jak i okien po drodze są.. PIĘKNE!






Mnie ponownie zauroczyło!
Wychodzi na to, że moja miłość do Niemiec nie tyczy się tylko do współczesności, ale także do miast rozwijanych przez nich już lata temu!
Cała panorama zapiera dech w piersiach, a dla mnie była to kolejna okazja zawalczenia z lękiem wysokości. Myślę, że po raz kolejny wygrana! ;D

Z samej wieży widać naprawdę wiele. Całe miasto, a także trochę dalsze okolice.


Można podziwiać z góry kamienice na rynku, mosty przecinające Wisłę, ale także zwykłe domy komponujące się z krajobrazem i tworzące wspaniałą mozaikę kolorów i kształtów.


Naprawdę każdemu polecam wejście.
Takiego Torunia nie znałam, a dziś jestem pewna, że przy najbliższej możliwej okazji znowu tam wejdę!

Po zejściu z wieży zostało nam jeszcze czasu, więc pospacerowałyśmy po starówce....



Następnie poszłyśmy zjeść i na godzinę przed pociągiem ruszyłyśmy w stronę dworca....

Naszym kolejnym punktem było nabrzeże Wisły.
Jako, że jest ono tuż przy dworcu mogłyśmy spędzić tam jeszcze sporo czasu. Usiadłyśmy nad samą rzeką i korzystałyśmy ze słoneczka, które pomimo nadchodzącego wieczoru wcale nie przestawało grzać.

Miło jest usiąść tam na chwilę, pooddychać takim świeżym powietrzem, zobaczyć mury z drugiej strony... Po prostu odpocząć!




Aż żal było wracać. Co prawda mogłyśmy zostać tam jeszcze dłużej. Ostatni pociąg do Olsztyna odjeżdżał koło 20, jednak perspektywa powrotu do domu na 23 nie nastrajała zbyt optymistycznie, szczególnie, że kolejny dzień również miał być bardzo intensywny, a do domu spieszyłyśmy się na mecz LŚ.

Uwielbiam to miasto. Odwiedzanie go sprawia mi taką przyjemność i nawet pomimo tego, ze byłam tam już dziesiątki razy zawsze odkrywam coś nowego.

Smutne jest to jego "zaśmiecenie", jednak to nie zmienia faktu, że po prostu jest piękne.
Ma swój niepowtarzalny klimat i naprawdę myślę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie.

wyjazd z dn. 5.06.2015r

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger