Rezonans magnetyczny- jak wygląda badanie oraz dlaczego nie warto się go bać.

Cześć! ;)

Każdy z nas miał już robionych zapewne wiele badań, od tych drobnych po te znacznie poważniejsze.

Moim zdaniem najgorsza jest niewiedza. Niepewność tego co nam będą robić, więc dzisiaj chciałabym Wam przybliżyć trochę badanie rezonansem magnetycznym, które często oznacza się skrótami MR lub MRI.

Zapraszam Was również na stronę : drogadosiebie.pl/rezonans-magnetyczny/
Tam znajdziecie jeszcze więcej różnorodnych informacji!

źródło: Wojewódzki Szpital Specjalistyczny w Słupsku

Sama pamiętam jak jeszcze nie dawno czekałam na takie badanie. Nerwy zjadały już sporo wcześniej... a co było najgorsze? To, że tak naprawdę nie miałam pojęcia jak to będzie wyglądało.

Teoretycznie internet daje duże możliwości, dużą wiedzę, jednak mimo wszystko nie znalazłam tam wszystkiego co chciałabym wtedy przeczytać.

Zupełnie nie znam się na medycynie, nie mam z tej dziedziny żadnej wiedzy, oprócz tej którą zdobyłam w czasie mojej "przygody" z naszą służbą zdrowia (co jak sami wiecie często nie jest ani łatwe ani przyjemne), więc wszystko co tu dziś napiszę będzie tylko na podstawie moich doświadczeń, a także odczuć. Nikomu nie życzę potrzeby wykonywania takiego badania, ale jednak jeśli by się Wam przydało mam nadzieję, że znajdziecie tutaj odpowiedzi na chociaż część swoich wątpliwości.

W moim przypadku skierowanie na badanie dostałam z podejrzeniem uszkodzenia łąkotki przyśrodkowej i więzadeł krzyżowych... kolanko niestety ;(

Już na samym początku zaczęły się schody. Umówienie państwowo w miarę normalnego terminu graniczy z cudem (średnio w moim szpitalu czeka się 4-8 miesięcy), a prywatnie to jednak spory wydatek (od 400zł w najlepszym przypadku i więcej).

Mnie na badanie prywatne było szkoda pieniędzy, więc przyszło wybrać się do szpitala, dostać do kolejki i swoje odczekać.
Udało się dostać termin za niecałe 5 miesięcy, do tego pani w rejestracji dała mi pliczek dokumentów do wypełnienia i to byłoby na tyle jeśli chodzi o rejestrację.
Jeśli chodzi o papierki. Głównie pytają w nich o przebyte operacje, choroby, urazy, wyjazdy do innych krajów, różnego rodzaju wstawione w ciało metale itp. Wszystko da się na spokojnie wypełnić samemu.
Kolejnym etapem jest wykonanie badań krwi. Skierowanie na nie należy wziąć od lekarza rodzinnego.
Nie trzeba robić całej morfologi. Wystarczy jedynie określenie kreatyniny, na jej podstawie określają podstawowe funkcjonowanie nerek (jest to potrzebne tylko w przypadku badania z kontrastem, jednak należy mieć taki wynik także do badania bez kontrastu)


No właśnie. Może teraz kilka słów o tym czym jest ten kontrast.
Nie jest to nic strasznego dla osób,które nie boją się panicznie igieł.
Podaje się to na zasadzie zwykłego wkłucia jak do kroplówki. Jest to środek przy którego pomocy lekarzowi prościej jest określić np. prawidłowe funkcjonowanie tętnic. Jedyną "wadą" jest to, że po jego użyciu, po prostu musimy "wypłukać" to z organizmu dużo pijąc. Tylko tyle. ;)

A wracając do samego badania....
Jest ono całkowicie bezpieczne. Nie niesie ze sobą żadnego typu naświetlania itp.
Jedynie oddziałuje na nas pole magnetyczne, przez które podczas badania nie możemy mieć przy sobie żadnych metalowych rzeczy (metalików we frotkach do włosów, guzików, pasków, a co najważniejsze w przypadku pań- przyda się biustonosz bez drucików ani innych metalików).

Przed wejściem wiszą o tym ostrzeżenia oraz informacje takie jak np. to, że przy wniesieniu do środka karty z paskiem magnetycznym może się ona rozmagnesować, a telefon może zostać po prostu uszkodzony....

Ostatnim już etapem jest samo badanie.
Wychodzi po nas lekarz i jasno określa co i jak. Jeśli badanie będzie wykonywane z kontrastem najpierw będziemy musieli udać się do gabinetu zabiegowego, gdzie zrobią wkłucie, a później podadzą środek, jeśli bez kontrastu od razu jesteśmy kierowani do właściwego pomieszczenia.

Wszystko zależy również od badanej części ciała.

Wchodzimy do pomieszczenia gdzie znajduje się coś w rodzaju tunelu z wysuwanym stołem na którym to trzeba się będzie położyć. Z tego co się dowiedziałam to miałam wiele "szczęścia", bo tylko przy badaniu kolana nie trzeba wjeżdżać do środka całkowicie, także ja głowę miałam poza maszyną, jeśli jednak badane jest cokolwiek innego trzeba nastawić się na to, że przez 30-60 min będziemy znajdować się w takowym tunelu. Ale spokojnie. Jest to w miarę wygodne, a w razie gdyby się cokolwiek działo dostajemy do ręki taką gruszkę, którą prosi się o przerwanie badania.

Zazwyczaj badania trwa ponoć od 30 do 60 min. (moje trwało trochę ponad 40).
Leżymy sobie w bezruchu. Każde poruszenie badanego miejsca w czasie, gdy robiona jest sekwencja zdjęć będzie skutkowało tym, że sekwencję będzie trzeba powtórzyć, a badanie będzie trwało dłużej...
No i taki jedyny minus... Maszyna pracuje dosyć głośno i pomimo tego, że dostaje się słuchawki to i tak się to słyszy, Wychodząc po takim badaniu jeszcze przez jakiś czas dudni w uszach.
I to byłoby na tyle. Po wyniki można zgłosić się już po 3-5 dniach.

Podsumowując. Naprawdę nie ma się co bać takiego badania. Wszystko opiera się na badaniu krwi i przeleżeniu do godziny czasu w maszynie. Nic strasznego!
Kochani. Nie bójcie się. Nerwy w przypadku rezonansu magnetycznego są naprawdę niepotrzebne ;)

Pozdrawiamy serdecznie i życzymy jak najmniej kontuzji. Zdrowia przede wszystkim! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 1001Podróży , Blogger